POCZUJ CHEMIĘ DO SKŁODOWSKIEJ!

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 166 listopad 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

7 listopada przypada 150-lecie urodzin Marii Skłodowskiej-Curie, dwukrotnej noblistki. Jej zasługi w dziedzinie nauki są nieocenione: dzięki jej odkryciom już na początku XX w. udało się wyleczyć raka szyjki macicy, upowszechniono badania rentgenowskie i utworzono kilka placówek radiologicznych. To ona wprowadziła do naukowego słownika pojęcie promieniotwórczości. Nic więc dziwnego, ze uznawana jest za jedną z najbardziej wpływowych kobiet dwóch ostatnich stuleci.

Całkiem niedawno w kinach mogliśmy oglądać film poświęcony uczonej, zrealizowany przez francuską reżyserkę Marie Noelle. W roli głównej wystąpiła Karolina Gruszka. Jednak film skupia się nie na dokonaniach naukowych, ale przede wszystkim na życiu prywatnym słynnej fizyczki i chemiczki – małżeństwie z Piotrem Curie i trosce o dzieci, traumie po jego tragicznej śmierci i romansie z naukowcem Paulem Langevinem. W nadmiernie rozbudowanym wątku emocjonalnym ginie gdzieś Skłodowska. A przecież jej życie pełne było wprost filmowych ujęć.

POCZĄTKI WIELKIEJ KARIERY

Maria zdobywa wykształcenie dzięki ojcu – nauczycielowi matematyki, fizyki i chemii. Władysław Skłodowski wszystkim swoim dzieciom – i synom, i córkom – zapewnił możliwość nauki. Od najmłodszych lat uczył je sam geografii, matematyki, historii, języka francuskiego. Matka Marii była także pedagogiem, prowadziła jedną z najlepszych pensji dla dziewcząt w Warszawie. Maria wcześnie zaczęła wykazywać ponadprzeciętne zdolności. W wieku 4 lat czytała płynnie, a w wieku 6 – trafiła na pensję swojej matki. Potem kontynuowała naukę w Żeńskiej Szkole Rządowej. Ponieważ w ówczesnym zaborze rosyjskim kobiet nie przyjmowano na studia, Marii pozostawało uczestniczenie w wykładach tajnego Uniwersytetu Latającego. Był to rodzaj kursów doszkalających dla kobiet, a prowadzili je często znani profesorowie. Później, we Francji, po pełnym równości i demokracji domowym wychowaniu w rodzinie w Polsce, Marii ciężko będzie znieść mizoginiczne nastawienie w stosunku do niej uczonych mężczyzn.

PIERWSZA MIŁOŚĆ

Co najmniej dwa razy życie przyszłej noblistki mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Pierwszy raz, gdy pracowała jako guwernantka u ziemiańskiej rodziny Żorawskich. Podjęcie tej pracy było zgodnie z wytyczonym przez siostry planem – najpierw do Paryża na studia wyjeżdża starsza Bronisława, a Maria posyła jej pieniądze zarobione jako nauczycielka, a potem Bronisława zapewnia jej możliwość przyjazdu do Paryża. Rodziców sióstr nie stać było na płatne studia na Sorbonie, tym bardziej że po powstaniu styczniowym represje ze strony zaborcy objęły także bliższą i dalszą rodzinę Marii.

Maria rozpoczyna więc karierę prywatnej nauczycielki. Jest wszechstronnie wykształcona, zna języki obce i wie, czemu ma służyć jej poświęcenie, ale trudno przychodzi jej ta rola. W czasie pobytu w Szczukach u bogatej rodziny Żorawskich sprawy się komplikują, gdy brat jej podopiecznych, Kazimierz, staje się dla niej kimś więcej niż nowym znajomym. W dodatku studiuje matematykę i fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, co było nieosiągalnym marzeniem Marii. W przyszłości zostanie znanym polskim matematykiem. Młodzi „mają się ku sobie”, a rodzina Żorawskich docenia Marię jako nauczycielkę, ale jej pochodzenie (zubożała szlachta) oraz brak majątku i posagu stają się przeszkodą na drodze do małżeństwa. Młody panicz próbuje wstawiać się za swoją wybranką, jednak ustępuje pod naciskiem rodziny. Maria nie zostaje panią w Szczukach. Wyjeżdża ze złamanym sercem i kontynuuje realizację planu wymyślonego z siostrą. Jednak droga do kariery naukowej jest wyboista.

DRUGA MIŁOŚĆ

Pomimo iż Maria kończy Sorbonę z wyróżnieniem i dwoma licencjatami – z matematyki oraz z fizyki, jej sytuacja nie wygląda zbyt różowo. Wszystko zmienia się, choć nie od razu, gdy poznaje Piotra Curie. Był on wtedy wykładowcą w Szkole Fizyki i Chemii Miasta Paryża. Maria w poszukiwaniu pracy i z zamiarem kontynuowania nauki wraca do rozbiorowej Polski i stara się o zrobienie doktoratu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Okazuje się to wtedy jeszcze niemożliwe. Piotr zaś w listach prosi ją o powrót do Paryża i proponuje zarówno małżeństwo, jak i współpracę na polu naukowym. Maria przyjeżdża do stolicy Francji i ta decyzja zaważy na całym jej życiu. Wychodzi za Piotra. Młodzi małżonkowie okażą się dobraną parą i w życiu, i w pracy. Oboje zajmują się pracą naukową, choć warunki mają mniej niż skromne. Jako laboratorium musi im wystarczyć szopa w ogrodzie. To Maria zainteresuje męża badaniami nad pierwiastkami promieniotwórczymi, co wkrótce przynosi wyniki. Udaje się im odkryć i wydzielić polon.

Maria w Piotrze znalazła nie tylko kochającego męża, a potem i ojca swych córek, ale i wspólnika w badaniach naukowych, który zawsze podkreślał, że nie tylko żyją razem, ale i pracują razem, a ich osiągnięcia to wynik żmudnej pracy ramię w ramię w przydomowym laboratorium. Uhonorowani zostają Nagrodą Nobla (wraz z Henrim Becquerelem). Piotr obejmuje profesurę na Sorbonie, a Maria otrzymuje tytuł doktora fizyki – jako pierwsza kobieta – i zostaje kierownikiem laboratorium męża. Taka jedność jest niespotykana w tamtych czasach i niestety trwa tylko kilka lat – do tragicznej śmierci Piotra w 1906 r.

WIEDZA PONAD WSZYSTKO

Marię Skłodowską-Curie cechowało umiłowanie wiedzy tak wielkie, że gotowa była zrobić wszystko, by móc się uczyć. Świadczy o tym pakt z siostrą, a potem korzystanie ze wszystkich dostępnych możliwości. Jej umiejętności zadziwiają. Szkołę w Warszawie kończy ze złotym medalem – najwyższym odznaczeniem za wyniki w nauce. A lekcje odbywały się w języku rosyjskim. Jako studentka Sorbony uczy się po kilkanaście godzin dziennie, nie dojada i mieszka w malutkim, zimnym pokoiku. Kurs dla nauczycielek szkół żeńskich, ukończony w Paryżu dla podratowaniu domowego budżetu po ślubie z Piotrem, kończy z wynikiem celującym. Już z Piotrem pracuje w nędznej szopie, wystawiając się codziennie (choć nieświadomie) na promieniowanie radioaktywne.

Ale z drugiej strony – sama przekazywała wiedzę innym. Będąc guwernantką w Szczukach, prowadziła wraz ze swoją wychowanką szkółkę dla wiejskich dzieci. Nawet pod groźbą wywózki na Sybir. Dbała niezwykle starannie o wykształcenie swoich córek. Posłała je do szkoły francuskiej, ale nauczyła też języka polskiego. Rozwijała nie tylko ich umysły. Z równą starannością pilnowała, by pływały, jeździły na rowerach. W listach do córek – szczególnie uzdolnionej matematycznie Ireny – przesyła zadania do wykonania. Gdy młodsza córka zaczęła wykazywać uzdolnienia muzyczne, zapewniła jej nauczyciela muzyki i dbała, by ćwiczyła. Z matczyną troską dopytywała o postępy dziewczynek w nauce. Obydwie otrzymały wszechstronne wykształcenie. Irena, która poszła w ślady matki, również otrzymała Nagrodę Nobla. Dziedzina edukacji i dostępu do niej dla wszystkich była dla niej sprawą na tyle ważną, że już jako uznana uczona walczyła o fundusze i stypendia dla uzdolnionej, ale niezamożnej młodzieży.

PRACA PONAD WSZYSTKO

Jednocześnie zaś noblistka była zawsze osobą niezwykle skromną i nielubiącą błyszczeć. Sam Albert Einstein mówił o niej, że jest najmniej zepsutą przez sławę osobą. A przecież ta sława jej się należała – była wybitnie uzdolnioną uczoną, która do badania zjawiska promieniotwórczości zastosowała nowatorskie podejście. Poskutkowało to odkryciem dwóch całkiem nowych pierwiastków promieniotwórczych. Co więcej – nie opatentowała swego odkrycia, gdyż uważała, że obowiązkiem uczonych jest dzielić się bezinteresownie swoimi dokonaniami z całą ludzkością. Nie zarobiła na odkryciu radu ani grosza.

W czasie I wojny światowej zjeździła pola walki, robiąc zdjęcia rentgenowskie rannym żołnierzom. To był jej pomysł i aby go zrealizować, zrobiła prawo jazdy, by móc samodzielnie kierować ciężarówką ze sprzętem medycznym. Zabrała w tę niebezpieczną drogę swoją 18-letnią córką Irenę, bo uważała, że jest to jej moralny obowiązek. Przyjmuje się, że dzięki „małym Curie”, jak nazywano samochody z aparatami rentgenowskimi, udało się uratować życie setkom tysięcy żołnierzy. Do tego pod jej kierunkiem wyszkolono 150 laborantek radiologicznych, a przez dwa lata po wojnie szkoliła młodych radiologów z całej Europy oraz z Ameryki. Założyła dwa instytuty radowe – w Paryżu i Warszawie, aby jej odkrycia miały praktyczne zastosowanie. Do dzisiaj rad stosuje się w leczeniu chorób nowotworowych. Maria, jak i jej mąż, testowali odkryte pierwiastki na sobie, co w przypadku uczonej miało poważne konsekwencje zdrowotne.

NIEŁATWE PRZEŻYCIA

We Francji nigdy nie doceniano jej jako uczonej i deprecjonowano jej rolę w odkryciu pierwiastków promieniotwórczych. Uważano, że stoi za nimi Piotr Curie, a Maria była tylko jego pomocnicą. To bardzo krzywdzące, bo to właśnie Maria natchnęła go do zajęcia się tematem promieniotwórczości. Oboje małżonkowie zawsze podkreślali, że pracowali razem i obydwoje mają swój udział w dokonanych odkryciach. Na dyplomie pracy doktoranckiej jej promotor dodał dopisek – z największym uznaniem. Ale gdy wraz z mężem i Henrim Becquerelem została nominowana do Nagrody Nobla, to właśnie ten ostatni wystąpił z wnioskiem, żeby Marii nie przyznawać nagrody. Poparło go czterech innych profesorów Sorbony. Padały bardzo niewybredne zarzuty przeciwko niej – że przyjechała na Sorbonę, by złapać męża, i pochodzi z terytorium kraju, który nie istnieje.

Dwukrotnie zablokowano przyjęcie jej do Francuskiej Akademii Nauk. W końcu jako pierwszą kobietę przyjęto tam byłą doktorantkę Marii, ale dopiero… w latach 80. XX w. Jej romans z Paulem Langevinem omal nie skończył się dla niej utratą profesury na Sorbonie. Powszechnie ją oczerniano i to ona ponosiła konsekwencje romansu, gdyż w tamtych czasach mężczyzna był usprawiedliwiany. Z powodu drugiego imienia – Salomea – zarzucano jej, że jest Żydówką. Ucieczkę znajdowała w oddaniu się nauce i wychowywaniu córek.

Odkrywczyni radu nie miała na swoje naukowe potrzeby wystarczającej ilości tego pierwiastka! Jego cena handlowa była wówczas niebotycznie wysoka (milion franków w złocie), co wiązało się z niezwykle pracochłonnym procesem jego pozyskiwania. W zdobyciu pierwiastka dopomogła jej dwukrotnie jej amerykańska wielbicielka i przyjaciółka Marie Mattingly Meloney. Pierwszy gram radu „kupiły” uczonej amerykańskie kobiety. Posłużył on do badań. Drugi gram udało się uzyskać w podobny sposób w 1931 r. Został on przekazany Instytutowi Radowemu w Warszawie.

Zarówno wielomiesięczna obsługa aparatu rentgenowskiego w czasie I wojny światowej, jak i wieloletni kontakt z pierwiastkami promieniotwórczymi odbiły się niekorzystnie na zdrowiu uczonej. Cierpiała ona często na bóle głowy i osłabienie. Przyczyną jej śmierci była ostra białaczka nabyta w wyniku długotrwałego działania promieniowania jonizującego. Także jej córka Irena borykała się przez całe życie z licznymi dolegliwościami – powodem jej przedwczesnej śmierci także była choroba popromienna. Nie znano jeszcze wtedy dokładnego wpływu promieniowania na ludzkie zdrowie i nie zabezpieczano się odpowiednio. Natomiast gdy poznano jego szkodliwe działanie, Maria zarządziła w swoim instytucie, by każdy z pracowników nosił ochronne ubranie i odpowiednio się zabezpieczał w trakcie kontaktu z pierwiastkami promieniotwórczymi.

Zmarła w 1934 r. Po śmierci uhonorowano ją w niezwykły sposób, choć dopiero w 1995 r. Jako pierwsza kobieta spoczęła wtedy w paryskim Panteonie, gdzie przeniesiono także szczątki jej męża – jej wolą zawsze było, by spocząć po śmierci u jego boku.

 

Sylwia Maj

Gazetka 166 – listopad 2017

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: