RODZINA NA ODLEGŁOŚĆ

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 167 grudzień 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej i zmiana statusu Polaków mieszkających za granicą sprawiły, że wiele rodzin żyjących między dwoma krajami zdecydowało się zakończyć trwającą niekiedy wiele lat rozłąkę i wspólnie zamieszkać na obcej ziemi. Wciąż jednak są osoby żyjące na co dzień z dala od swoich bliskich. Ten niełatwy stan rzeczy wynika najczęściej z wymogów życia zawodowego lub nieoczekiwanej zmiany sytuacji osobistej.

PEWNE ŹRÓDŁO UTRZYMANIA

Jednym z najczęstszych powodów rozłąki jest potrzeba realizacji swoich ambicji zawodowych lub konieczność zapewnienia rodzinie godnego bytu dzięki pracy zarobkowej za granicą. Wyjazd do pracy w Europie Zachodniej daje szansę na zatrudnienie pozwalające zdobyć zarobki przewyższające średnią pensję krajową i dzięki temu umożliwić bliskim życie na lepszym poziomie materialnym. Motywacje do podjęcia pracy zarobkowej w innym kraju wiążą się z reguły z dążeniem do realizacji rodzinnych planów, takich jak remont lub zakup mieszkania bądź budowa własnego domu. Często wyjeżdża się także, by zarobić na kupno samochodu, spłacenie zaciągniętych długów lub kredytów albo na pokrycie kosztów leczenia czy edukacji kogoś z rodziny. Niektórzy wybierają się w świat nie tylko dla poprawy swojej sytuacji finansowej, ale także w poszukiwaniu ciekawszego i bardziej kolorowego życia. O swojej przygodzie emigracyjnej, która trwa nadal, opowiada pani Ewa (l. 50), od ośmiu lat pracująca na ekskluzywnych statkach rejsowo-wycieczkowych pływających pod banderami różnych państw. Tak oto mówi o swoim życiu:

– Gdy moje dzieci dorosły i wyfrunęły na studia, jedno do Krakowa, drugie do Katowic, zapanowała w naszym domu pustka. Miałam wówczas 42 lata. Pracowałam w miejscowej szkole jako nauczycielka angielskiego, za niewielkie pieniądze. W małej miejscowości na Śląsku, skąd pochodzę, nie było wielkich perspektyw. Pomyślałam, że nie chcę przez kolejne 20 lat żyć w tej monotonii małomiasteczkowej. Ciągnęło mnie w świat. Jako że gotowanie jest moją pasją i świetnie gotuję, postanowiłam starać się o pracę na jakimś jachcie pływającym po ciepłym morzu. Po całym procesie rekrutacji, zdobyciu odpowiednich certyfikatów i przejściu badań dostałam się na jacht w Chorwacji. Potem były inne kraje i inne morza. Zwiedziłam wiele, choć to ciężka praca. Ale już nie wyobrażam sobie innego życia. Przynajmniej na razie. Mąż został w Polsce. To domator, nie chciał wyjeżdżać. Zajmuje się domem, ogrodem, naszymi starzejącymi się rodzicami. Przyjeżdżam do domu dwa lub trzy razy do roku na dłużej, nawet na miesiąc. Moje zarobki pomogły nam odnowić i wyposażyć dom i kupić każdemu z dzieci po mieszkaniu tam, gdzie studiują. Resztę składam na emeryturę, żeby też móc podróżować, ale już inaczej i w inne części świata.

Zdarzają się także nieco inne sytuacje, jak chociażby powrót z emigracji jednego z członków rodziny, niekiedy z dziećmi. Tak może być w przypadku chęci realizacji ambicji zawodowych, których w innym kraju nie udało się spełnić. Bywa też, że jedno z małżonków nie adaptuje się w obcym sobie środowisku i woli wrócić do rodzinnej miejscowości, by żyć w miejscu, w którym dobrze się czuje. Wówczas jeden z żywicieli rodziny pozostaje za granicą przez dłuższy czas, by zapewnić najbliższym pewne źródło utrzymania lub zrealizować własne cele zawodowe i plany życiowe. Przykładem zaistnienia tego typu sytuacji jest historia pana Adama (l. 49):

– Przez prawie osiem lat żyliśmy z żoną na odległość. Ona z dziećmi w Brukseli, ja w Krakowie. Początkowo jeździłem tam co weekend. Brałem wolny piątek i poniedziałek i leciałem do Belgii. Po dwóch, a może po trzech latach uznaliśmy, że lepiej sprawdzają się dwutygodniowe pobyty. Mniej podróży, mniej kosztów i więcej czasu spędzonego z rodziną. Udało nam się tak wytrwać prawie osiem lat dzięki naszemu obopólnemu zaparciu, pomocy teściowej, bez której ten układ nie mógłby funkcjonować, oraz dzięki wsparciu mojego pracodawcy, który poszedł mi na rękę w wielu kwestiach związanych z pracą oraz refundacją przelotów. Podczas ostatniego roku tej naszej rozłąki dzieci były już ze mną w Polsce, a żona dojeżdżała. Przez tydzień pracowała w Brukseli, a potem przez tydzień była w Krakowie, pracując z domu w systemie home office, czyli pracy zdalnej. Mieliśmy szczęście, że też trafiła na wyrozumiałe szefostwo. Gdy minął dziesięcioletni okres potrzebny do uzyskania praw emerytalnych – wróciła do Polski. Od kilku miesięcy jesteśmy już razem, cieszymy się naszym domem i wspólnie spędzanym czasem. I jednego jesteśmy pewni: że drugi raz nie chcielibyśmy już tego przechodzić…

Niekiedy emigracja wynika z nieco innych, nie do końca zależnych od wyjeżdżającego przyczyn. Tak jest chociażby w przypadku pracowników kontraktowych i oddelegowywanych do innych państw.

ODDELEGOWANI ZA GRANICĘ

Nie zawsze wyjazd za granicę jest tylko i wyłącznie pomysłem na życie samego emigranta i jego rodziny. Bardzo często stanowi on konsekwencję zatrudnienia się w sektorze gospodarki świadczącym usługi w innych krajach, czego najlepszym przykładem są firmy oferujące transport międzynarodowy lub też sprzedające swoje produkty na zagraniczne rynki. Konieczność wyjazdu do pracy za granicę może także wynikać z prowadzonej działalności politycznej lub pracy w administracji państwowej czy regionalnej. W przypadku Brukseli wymienić można chociażby europosłów wybranych do Parlamentu Europejskiego, pracowników ambasad, konsulatów i przedstawicielstw regionalnych przy Unii Europejskiej, a także osoby zatrudnione w biurach poselskich. Oto wypowiedź pana Jacka (l. 41), którego praca polega na regularnych wyjazdach za granicę:

– Od 12 lat pracuję na tirach. Jeżdżę po całej zachodniej Europie, najwięcej do zachodniej Francji, z meblami. To zależy od trasy, przebiegu załadunku, ale najczęściej nie ma mnie w domu cały tydzień. Udaje mi się wrócić na niedzielę, a potem na nowo wyruszam w drogę. To ciężka praca. Ciągła samotność i rozłąka z rodziną. Ale za to dobrze zarabiam. Wyciągam na rękę między pięć a siedem tys. zł miesięcznie. Moja żona choruje na raka. Potrzeba nam pieniędzy na leczenie. No to jeżdżę, żeby zarobić na wszystko, co trzeba, ale płacę za to wysoką cenę. Jestem gościem w domu od tych 12 lat. Prawie nie widziałem, jak syn dorastał. Nie było mnie w domu, gdy mnie potrzebował. (...) Tak, są telefony, jest internet. Zawsze można zadzwonić. Ale to nie to samo, co wyprawa razem na ryby czy ognisko na działce. Pewnie, gdyby nie choroba żony, tobym się nie zdecydował na tira. Ona by pracowała, ja też, ale na miejscu, za mniejsze pieniądze. Ale żona nie może iść do pracy przez chorobę. No to z jednej pensji musi na wszystko wystarczyć. Takie pieskie życie…

Z kolei pan Marek (l. 37) pracuje w jednej z polskich firm zajmujących się produkcją i montażem okien. Nie planował wyjazdów za granicę, ale ceniąc sobie swojego pracodawcę i mając duże doświadczenie w tym, co robi, został szefem ekipy montującej okna u zagranicznych klientów:

– Będzie już z siedem lat, jak tak jeżdżę po Europie razem z naszymi oknami. Jadę tam, skąd przyszło zamówienie. Czasem jest to tylko kilka dni, a czasem i dwa tygodnie, jeśli mamy zamówienie na wymianę okien w całym budynku. Tu, w Brukseli, pracujemy najczęściej w wielkich biurowcach, więc nam to zajmuje trochę czasu. Lubię swoją pracę. Są korzyści. Zarobki, poznanie świata. Ale z drugiej strony człowiek się ciągle poniewiera. Śpimy w różnych miejscach. Jesteśmy daleko od domu. Jak jest problem jakiś, to nie od razu mogę być w domu i zaradzić. Żona narzeka, że sama ze wszystkim jest, z trójką dzieci musi sobie poradzić, ale co zrobić? Za dwa tys. zł bym ich nie utrzymał. Dom kończymy, żeby być w końcu na swoim. Trzeba będzie umeblować jeszcze, wyposażyć. To wyjścia nie ma. Ktoś musi pracować, bo w domu nic nie wysiedzę i na gwoździu się zupy nie ugotuje.

Wyjazd do pracy z daleka od domu niesie ze sobą nie tylko korzyści, zwłaszcza materialne, ale także wiele trudności i negatywnych konsekwencji.

ROZŁĄKA I SAMOTNOŚĆ

Właśnie te dwa elementy są najczęściej wymieniane przez osoby żyjące na odległość ze swoimi bliskimi jako najtrudniejsze do zniesienia. Codzienna samotność, spotęgowana w trudnych chwilach, dokucza zarówno pozostającym w domu, jak i ich krewnym, którzy wyjechali. Trzeba samodzielnie poradzić sobie z organizacją życia domowego, z obowiązkami rodzicielskimi i pojawiającymi się kłopotami. Z kolei rozłąka pozbawia stałego uczestnictwa w życiu rodziny, bycia na bieżąco z niektórymi sprawami oraz naraża na brak codziennej czułości i bliskości z najbliższymi. Zdaniem cytowanego już pana Adama: emocji nie da się ani nabrać na zapas, ani ich nadrobić już po jakimś okresie nieobecności. Coś się stało, dziecko jest smutne i potrzebuje cię, teraz! A ciebie nie ma, bo przylatujesz dopiero za trzy dni... Nowoczesne technologie umożliwiają rozmowę przez telefon, nawet z połączeniem wideo przez internet, ale to nie to samo co fizyczna obecność rodzica lub partnera. Nie można się przytulić, wziąć w ramiona, pogłaskać dziecka po głowie wtedy, gdy tego najbardziej potrzebuje.

Wiele rodzin nie wytrzymuje na dłuższą metę tej niewątpliwie trudnej i nienaturalnej sytuacji. Tym bardziej że wyjazd z założenia krótkotrwały lub tymczasowy przeradza się z reguły w coraz dłuższy pobyt za granicą. Z jednej strony wciąż pojawiają się nowe potrzeby w stylu: jest wybudowany dom, więc teraz go trzeba wykończyć, potem umeblować i wyposażyć. Wydłuża się więc okres pracy za granicą i przedłuża rozłąka z najbliższymi. Z drugiej strony zaś wszyscy przyzwyczajają się z czasem do obecnego stanu rzeczy. Taty nie ma, bo pracuje za granicą. Mama zastępuje nieobecnego męża i przejmuje na siebie jego rolę i odpowiedzialność. Dzieci rosną i coraz mniej potrzebują nieobecnego ojca, który z czasem – podczas pobytów w kraju – zaczyna nawet w pewien sposób przeszkadzać. Z kolei pracujący za granicą sam już nie wie, gdzie jest jego prawdziwy dom, bo we własnym czuje się obco. Bieżące życie zawodowe, nowe przyjaźnie i problemy, które stanowią jego codzienność, są w innym miejscu. Zaczynają się problemy w dogadaniu się z żoną czy partnerem pozostałym w kraju, różnica zdań, konflikty. Wówczas najłatwiejszym rozwiązaniem wydaje się kolejny wyjazd. Pojawia się nowa partnerka czy partner, będący blisko i stanowiący rzeczywistą część życia. W końcu staje się to, co od początku wydawało się nieuniknione w kontekście braku limitu czasu trwania pracy za granicą – rozpad rodziny.

Dlatego tak ważne jest, co podkreślali wszyscy rozmówcy, aby wspólnie, w rodzinie, wyznaczyć sobie cele do realizacji i konkretnie określić koniec wyjazdów do pracy w innym kraju. Wówczas, mimo ponoszonych trudów, jest szansa, że po zrealizowaniu wytyczonych planów zakończy się emigracyjną pułapkę i nadal będzie się miało gdzie i do kogo wracać. Czymże bowiem jest duma z odniesionych sukcesów, zakupionych dóbr czy posiadanych nieruchomości, gdy nie można jej dzielić ze swoimi najbliższymi? Gdy gorycz i porażka, którą jest niewątpliwe rozpad rodziny, odbierają radość ze wszystkich osiągnięć i sens z gigantycznego, najczęściej wieloletniego, wysiłku…

 

 

Elżbieta Kuźma

Gazetka 167 – grudzień/styczeń 2018

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: