ŚWIĘTOSŁAWA SYGRYDA – POLSKA KRÓLOWA WIKINGÓW

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 170 kwiecień 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Starożytne sagi Północy pełne są wspaniałych opowieści o dzielnych brodatych wojownikach, których jedynym marzeniem było umrzeć w krwawym boju, a potem zasiąść w Wielkiej Hali Odyna. Bajania skandynawskie głoszą jednak nie tylko chwałę bogów i potężnych herosów – jest w nich też miejsce dla kobiet. Osoba jednej z nich – polskiej księżniczki Świętosławy, córki Mieszka I – budziła powszechny szacunek i przyprawiała największych chwatów o kołatanie serca.

TAJEMNICA IMIENIA

O córce Mieszka wiadomo niewiele, nie jest nawet do końca pewne, jakie nosiła słowiańskie imię. Kronikarz Thietmar wspomina o niej bardzo krótko: „Ponieważ nikt nie zdoła pojąć ani osobliwości owej północnej krainy, które w ich przedziwnej postaci sama natura tam roztacza, ani też okrutnych czynów tamtejszego ludu, przeto pominę je i tylko w paru słowach wspomnę o owym jaszczurczym pomiocie, czyli o synach onegoż Swena – prześladowcy. Urodziła mu ich córka księcia Mieszka i siostra jego syna i następcy, Bolesława”. I to właściwie wszystko, czego możemy się o niej dowiedzieć.

To, że nazywamy ją Świętosławą, zawdzięczamy jednemu z badaczy jej legendy. Uczony doszedł do wniosku, że skoro jej córka nosiła imię Santslaue (tłum. Jako Świętosława), to zgodnie ze skandynawską tradycją jej matka musiała nosić takie samo imię. Nie jest też do końca jasne (ze względu na ograniczoną liczbę źródeł), co działo się z nią na dworze Mieszka I – znacznie więcej wiadomo rzecz jasna o Bolesławie. Badacze są pewni, że po tym, jak gdzieś między 980 a 990 rokiem wydano ją za mąż za króla Szwecji Eryka Zdobywcę, słuch o niej właściwie zaginął i zniknęła z kart polskiej historii.

JEDNA? A MOŻE WIELE?

Niedopowiedzeń i pytań jest jednak więcej – niektórzy historycy i znawcy kultur Północy zaczęli zastanawiać się nawet, czy dokonań „potężnego konuga Windlandii”, jak bywa nazywana, nie należy rozdzielić na kilka osób. Ze względu na to, że sagi mieszają fakty historyczne i legendy, nie można nigdy być pewnym, czy opisywany w nich bohater nie jest przypadkiem „ulepiony” z życiorysów kilku gierojów.

Zdaniem niektórych, podobnie może być z Sygrydą. Istnieje możliwość, że twórcy skandynawscy obdzielili ją historiami innych odważnych kobiet-wojowniczek, które dzielnie stawały do walki wraz z mężczyznami. Pewności jednak nie ma, a ja (i chyba też wielu innych pasjonatów pieśni Północy) chcę wierzyć, że Świętosława nie tylko istniała taka, jaką ją odmalowują runy, ale też swoim życiem zainspirowała późniejszych wielkich zdobywców.

WŁADCZYNI SZWECJI, DANII, NORWEGII I ANGLII

Źródła podają, że Świętosława poślubiła najpierw Eryka Zdobywcę, dla którego była nie tylko wierną i kochającą żoną (mieli dwoje dzieci), ale też przewidującą doradczynią. To za jej namową król wyprawił się na Duńczyków, których pokonał i dzięki temu zyskał sławę i poważanie wśród innych władców. Niestety jego chwała nie trwała długo – Eryk zaczął popadać w szaleństwo; chciał nawet, jak podają legendy, złożyć w ofierze Odynowi swego syna Olafa. Kochająca matka nie mogła, zdaniem autorów sag, czekać bezczynnie, aż król posunie się za daleko, i wzięła sprawy w swoje ręce: najpierw (jak wiemy z legend) otruła Eryka i spaliła świątynię Odyna, a potem sama stanęła na czele państwa.

Jej działania na arenie międzynarodowej zaowocowały zawarciem pokoju z Danią, który przypieczętowało małżeństwo ze Swenem Widłobrodym. Niestety i ten związek nie okazał się dla polskiej królewny szczęśliwy – król wygnał bowiem Świętosławę do Polski, sam zaś wyprawił się na Anglię, którą podbił.

Po śmierci ojca Harald i Knut poprosili matkę, by wróciła z nimi do domu. Zwycięstwo Widłobrodego na Wyspach i w Norwegii uczyniło ze Świętosławy władczynię czterech królestw i nawet jeśli jej mężowie okazali się jej przekleństwem, to synowie stanęli na wysokości zadania i oddali matce należną jej pozycję.

SYGRYDA STORRÅDA

Storråda znaczy „dumna” i jest chyba najlepszym przydomkiem polskiej królewny. Nie tylko w polityce pokazała, że potrafi twardą ręką trzymać zdobytą z trudem władzę. W życiu prywatnym również nie pozwoliła na to, by splamiono jej honor czy podkopano pozycję.

W sagach można znaleźć opowieści o tym, jak bardzo dbała o swoje dobre imię i odpowiednie traktowanie. Kiedy po śmierci Eryka o jej rękę zaczęli zabiegać adoratorzy, Świętosława nie poszła w ślady Penelopy i nie tkała w cichości niepewnego planu, ale zakasała rękawy i sama postanowiła rozwiązać problem. Amanci nie byli w oczach potężnej władczyni wystarczająco dobrzy i żeby oszczędzić sobie czasu i nieprzyjemności, spaliła kilku na stosie, by dać wszystkim innym do zrozumienia, że oczekuje jedynie najlepszych kandydatów i nie będzie się rozmieniała na drobne.

Komunikat musiał być dość klarowny, bowiem jedynym, który zdecydował się dalej toczyć bój o rękę Sygrydy, był podziwiany przez wszystkich norweski książę Olaf Tryggvason. Jak podają niektóre źródła, Świętosława mogła go znać jeszcze z dworu Mieszka, gdzie Olaf miał przez jakiś czas przebywać. Dzielny i przystojny młodzieniec zyskał uznanie młodej wdowy i nawet się jej oświadczył. Nie pozostał jednak wierny swoim uczuciom i zerwał zaręczyny. Mówi się, że powodem miała być niechęć Sygrydy do oddania mu tronu Szwecji, na którym zasiadał jeden z jej synów.

Oszukana i zdradzona postanowiła zemścić się w najbardziej okrutny sposób – najpierw wyszła za mąż za Swena Widłobrodego, a potem namówiła męża do zniszczenia Olafa i jego ojczyzny. Plan się powiódł, niewierny książę zginął w boju, a Norwegia znalazła się pod butem Swena i Sygrydy.

Życie polskiej księżniczki w zimnej Północy nie było szczęśliwe – musiała stawić czoła zachłannym i groźnym mężczyznom, nie ulękła się jednak i parła do celu. Owszem, nie przebierała przy tym w środkach, ale w inny sposób nie mogła utrzymać władzy i ochronić swego dziedzictwa – zwłaszcza wśród wikingów. Sama wspięła się na szczyt i tylko dzięki własnej mądrości i męstwu stała się „potężnym konugiem Windlandii”, budzącym podziw po dziś dzień.

 

 

Anna Albingier

 

Gazetka 170 – kwiecień 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA