
| KALENDARZ
święto europy 12.05 www.fetedeleurope.europa.eu
ZINNEKE PARADE 19.05
WTA Brussels Open 19 – 26.05
20 km – maraton 27.05
święto szkoły
09.06…więcej
| Siła pajęczyny Pomagają we wszystkim: w znalezieniu pracy, miejsca w żłobku, taniego mieszkania do wynajęcia czy terminu u lekarza specjalisty, do którego trudno się dostać. Znajomości, bo o nich tu mowa, po prostu ułatwiają życie. Przekonuje się o tym każdy dorosły człowiek i mało kto zaprzeczy życiowej mądrości mówiącej, że znajomości to skarb.
Przekonanie o sile posiadanych relacji potwierdzają badania opinii publicznej. W sondażu przeprowadzonym przez Ośrodek Badania Opinii Publicznej aż 36 proc. ankietowanych Polaków uznało znajomości za główne źródło sukcesu. 21 proc. pytanych wskazało na nieuczciwe sposoby i kombinowanie jako drogę do osiągnięcia celu, a tylko 17 proc. na własną pracę. Jeszcze mniej, bo tylko 9 proc. badanych, wymieniło szczęście jako element zapewniający powodzenie. A zaledwie 8 proc. wskazało na talent i zdolności. Przekonanie o ogromnym znaczeniu znajomości podkreślano nie tylko w pytaniu o źródła powodzenia we własnym środowisku, ale też i sukces odniesiony w Polsce przez ludzi bogatych, sławnych i zajmujących obecnie wysokie stanowiska.
Tak duże znaczenie przypisywane wzajemnym relacjom i układom określa się w socjologii jako siłę pajęczyny. Dzięki niej można łatwiej i bezpieczniej poruszać się w codziennym życiu – tak jak pająk po utkanej sieci, bez narażania się na bolesny upadek, niepowodzenie czy inne trudności. Znajomi i znajomi znajomych wpleceni w naszą pajęczynę mogą pomóc w przeróżnych sprawach, od najdrobniejszych błahostek poczynając, a na poważnych problemach życiowych kończąc. Może to być naprawa komputera przez zaprzyjaźnionego informatyka, za którą nie trzeba zapłacić, lub podwiezienie po pracy pod dom razem z torbami pełnymi zakupów. Niekiedy chodzi o znalezienia miejsca w żłobku, przedszkolu lub dobrej szkole, do której zapisanie dziecka graniczy z cudem. Znajoma dyrektorka takiej placówki lub nauczycielka, która tam pracuje, sprawią, że niemożliwe stanie się możliwe i nasza pociecha znajdzie się na liście przyjętych. Innym razem może to być pomoc w dostaniu się na uczelnię lub znalezienie taniego mieszkania do wynajęcia w dobrej lokalizacji.
W dawnych latach cenne były nawet układy w sklepach mięsnych i spożywczych. Znajoma ekspedientka mogła poinformować o dostawie masła, jajek czy karpi na Boże Narodzenie. Mogła też odłożyć kawałek wędliny lub mięsa i sprzedać je nam spod lady, bez stania godzinami w kilometrowej kolejce. W czasach komunizmu znajomości pomagały nie tylko zaopatrzyć lodówkę, ale też załatwić wiele innych spraw. Dzięki dojściu do biura paszportowego można było dostać wymarzony dokument bez kolejki, na dłuższy niż normalnie dozwolony wyjazd lub na wyprawę całej rodziny, co raczej było nie do pomyślenia. Znajomości w kiosku z gazetami ułatwiały zdobycie papieru toaletowego, proszku do prania lub waty. Zaprzyjaźniona pani z obuwniczego pomagała w zakupie relaksów lub juniorek na lekcje WF, a ta ze sklepu ze sprzętem AGD mogła sprzedać nam odkurzacz lub pralkę poza kolejką lub bez kuponu MM, przeznaczonego dla młodych małżeństw.
Wiele się zmieniło od tego czasu. Już nie trzeba nam znajomości w sklepach ani biurach paszportowych. Możemy kupić co tylko dusza zapragnie i na co tylko pozwala zasób kieszeni. Paszport ma się w domu. Wystarczy tylko kupić bilet i pojechać w siną dal. Znajomości nadal jednak się przydają, tylko w innych dziedzinach życia.
Znajomy czy dyplom?
Najcenniejsze wśród znajomości są te, dzięki którym można znaleźć pracę. Bezrobocie nękające od kilkunastu lat nasz kraj sprawiło, że układy, koligacje i powiązania z ludźmi mogącymi pomóc nam lub naszym bliskim w zdobyciu zatrudnienia są na wagę złota. Dobry znajomy, czyli taki, który może i chce coś nam załatwić, jest cenniejszy od dyplomu najlepszej uczelni i studiów ukończonych z wyróżnieniem. Wystarczy, że zadzwoni gdzie trzeba albo szepnie słówko komu trzeba i można śmiało biec na rozmowę kwalifikacyjną, której rezultat jest już z góry przesądzony na naszą korzyść. Nieważne czy nadajemy się na dane stanowisko czy nie. Nieważne, że nie mamy odpowiedniego doświadczenia czy kwalifikacji. Ważne kogo znamy i kto za nami stoi.
To samo zjawisko istnieje też w Belgii. Zdaniem rodowitych Belgów znajomości się przydają, żeby dowiedzieć się, gdzie kogo szukają do pracy. Dzięki temu nie traci się czasu na wysyłanie swoich życiorysów w ciemno i w dodatku można je odpowiednio przerobić, kładąc nacisk na poszukiwane w danej firmie doświadczenie lub umiejętności. Poza tym dobrze uplasowany znajomek sprawi, że z masy podań o zatrudnienie właśnie nasze znajdzie się na samej górze i przyciągnie uwagę szacownego komitetu rekrutacyjnego. Znajomości przydają się i w sektorze prywatnym, i państwowym – wszędzie tam, gdzie chodzi o dobrze płatną lub chociaż stałą pracę ze wszystkimi korzyściami socjalnymi i rozmaitymi przywilejami. Tak mówi o tym Vincent, rodowity brukselczyk: – Jeśli nie ma się żadnych znajomości, to ma się marne szanse na szybkie znalezienie dobrej pracy. Ja miałem szczęście, bo mam sporo znajomych, którzy zawsze dawali mi znać, gdy było jakieś wolne stanowisko w ich firmie czy urzędzie. I muszę się przyznać, że za każdym razem dostawałem pracę po znajomości. Nieraz wystarczyło, że tylko o mnie szepnięto słówko lub wyłowiono moje papiery z całej masy podań, których nikomu się nie chce czytać. Potem przechodziłem kolejne etapy rekrutacji, wszystko legalnie i oficjalnie, ale ta pomoc na początku była nieoceniona, bo bez tego pewnie nigdy nikt nie zwróciłby na mnie uwagi.
Znajomości pomagają nawet w karierze w instytucjach unijnych, do których trudno się dostać ze względu na ogromną liczbę chętnych i wysokie wymagania stawiane kandydatom. Dzięki sygnałowi od pracującego już wewnątrz przyjaciela czy kolegi można dowiedzieć się, w jakim dziale zwalnia się stanowisko czy gdzie będzie potrzebna nowa osoba do pracy. Tak cenna informacja przydaje się nawet osobom mającym już za sobą zaliczone wszystkie etapy konkursów i szukającym dla siebie wakatu. Wiedząc, gdzie najpewniej można wysłać swoją kandydaturę, oszczędza się czas, energię i przede wszystkim zwiększa szanse na szybkie zatrudnienie.
Lekarz lub adwokat
Znaczenie znajomości nie ogranicza się jednak tylko do pomocy w znalezieniu pracy. Zdarza się niekiedy i tak, że ratują one zdrowie, a nawet życie. Dzięki relacjom w środowisku medycznym można na przykład przyspieszyć termin wizyty u onkologa, na którą czeka się w naszym kraju i po kilka miesięcy. Błyskawiczne zrobienie niezbędnych badań i przyspieszone spotkanie ze specjalistą mogą nawet uratować życie. W chorobie nowotworowej liczy się przecież każdy dzień i jak najszybsze podjęcie leczenia. Wie o tym pani Joanna (l. 35), która bezskutecznie usiłowała dostać się do onkologa i przyspieszyć termin wykonania biopsji: – W poradni zapytano mnie, ile mam lat, i stwierdzono, że mogę poczekać. W dodatku na skierowaniu do onkologa i na badanie nie było napisane, że to pilne, więc dostałam termin za dwa miesiące. Trudno sobie wyobrazić, jaki to stres, wiedząc, że ma się raka, ale na badanie i na wyniki trzeba czekać miesiącami. Chciałam pójść prywatnie, ale też nie było miejsca. Dopiero w rozmowie z przyjaciółką okazało się, że jej kuzyn jest znanym w mieście onkologiem i że może spróbować pomóc mi się do niego dostać. Wystarczył jeden telefon i jak za dotknięciem magicznej różdżki znalazło się dla mnie miejsce, i to z dnia na dzień. Mogłam też od razu zrobić badanie i zacząć leczenie. I to wszystko w poradni, w której wcześniej powiedziano mi, że nie ma żadnych szans na wcześniejszą wizytę i trzeba czekać dwa miesiące. Myślę, że to uratowało mi życie albo przynajmniej pierś... I zaoszczędziło wielu niepotrzebnych zmartwień, stresów i pieniędzy.
Poza znajomościami wśród lekarzy, które patrząc na polską służbę zdrowia przydają się bez dwóch zdań, ogromnie cenne są też relacje w środowisku prawniczym. Dobry adwokat lub prawnik, którego można się zwrócić w każdej chwili z prośbą o pomoc, to skarb. Może udzielić bezpłatnej porady prawnej, wesprzeć swoją wiedzą różnego rodzaju inwestycje czy wyprowadzenie firmy z tarapatów. Doradzi też w innych sprawach, takich jak rozwód, adopcja, podział majątku lub spisanie testamentu. Zawsze też może polecić kolegę po fachu, który zajmuje się daną działką prawa i jest w stanie poprowadzić naszą sprawę, nie zdzierając przy tym z nas skóry na swoje honorarium.
Wśród innych zawodów, które ceni się za możliwość pomocy w rozmaitych sprawach życia codziennego, trzeba wymienić jeszcze księgowych, pielęgniarki, księży, malarzy, hydraulików, a także nauczycieli, przedszkolanki, krawcowe, fryzjerki i nianie. Wszystkich tych, bez których w obcym kraju żyje się trudniej i chce się z czasem tę lukę zapełnić.
Tkanie na obczyźnie
Mieszkając za granicą, człowiek po pewnym czasie zaczyna odczuwać brak znajomości. Nawet jeśli ma w danym kraju rodzinę czy przyjaciół, to brakuje mu tych wszystkich układów, które miał u siebie w rodzinnych stronach. Nie ma znajomego lekarza ani prawnika, nie ma też zaprzyjaźnionej księgowej, dyrektorki szkoły czy fryzjerki. Pajęczynę znajomości trzeba tkać od nowa, by z czasem zacząć łatwiej załatwiać niektóre sprawy i pewniej poczuć się w nowym otoczeniu. Dla wielu imigrantów pierwszą osobą z obcego społeczeństwa, z którą mają kontakt, bywa pracodawca, czyli „patron” lub ,,patronka”. To do nich można się zwrócić z prośbą o pomoc w kłopotach, poprosić o znalezienie dodatkowej pracy, wypełnienie dokumentów po francusku czy niderlandzku lub wskazanie dobrego adwokata. Dla pani Grażyny (l.42), która przyjechała do Belgii jeszcze w latach 90., pracodawczyni okazała się osobą najbardziej pomocną i najżyczliwszą wśród wszystkich spotkanych tutaj ludzi: – Miałam szczęście, bo patronka pomagała mi od samego początku. Poleciła mnie swoim znajomym, jak szukałam nowych godzin. Pożyczyła mi pieniędzy, jak musiałam zapłacić za operację syna. Chodziła nawet ze mną na komunę, jak zaczęłam załatwiać papiery. Nikt mi tyle tu nie pomógł co ona. Nawet mieszkanie mi pomogła znaleźć, jak musiałam się wyprowadzić z tego, w którym mieszkałam. I to jakie mieszkanie! Za grosze, a całkiem przyzwoite... Małe, ale czyste i odmalowane, a nie jakaś rudera, jak tu często naszym Belgowie wynajmują.
Podobne przykłady wyciągania pomocnej dłoni do mieszkających w Belgii Polaków pojawiają się w wypowiedziach wielu rodaków. Wsparcie, które otrzymali od swoich pracodawców, przydało im się zwłaszcza na początku pobytu za granicą. Po kilku latach życia na obczyźnie wielu udało się stworzyć nową sieć układów i znajomości i zaczynają czuć się jak u siebie. Może nie we wszystkich przypadkach są to tak doskonałe układy, jakie mieli w ojczyźnie, ale zawsze użyteczne i pomocne w codziennym życiu. Znajomości to przecież skarb, niezależnie od kraju, w którym przyszło człowiekowi żyć.
Elżbieta Kuźma
Gazetka 90 – kwiecien 2010 |
Szukana fraza powinna zawierać minimum pięć znaków.
|
||||||||||||||||||||||||||||







Wersja do druku
Wyślij znajomemu







.jpg)



