
| KALENDARZ
święto europy 12.05 www.fetedeleurope.europa.eu
ZINNEKE PARADE 19.05
WTA Brussels Open 19 – 26.05
20 km – maraton 27.05
święto szkoły
09.06…więcej
| Koniec pracy na czarno Nie ma chyba takiego kraju na świecie, w którym nie znalazłby się ktoś pracujący nielegalnie. Jest to zjawisko bardzo rozpowszechnione, zwłaszcza w epoce kryzysu gospodarczego i rosnących kosztów zatrudnienia pracownika. Belgia nie stanowi więc pod tym względem żadnego wyjątku. Jednak wbrew powszechnie panującym tutaj opiniom, praca na czarno wcale nie dotyczy wyłącznie cudzoziemców.
Nie tylko Polacy
Nielegalne zatrudnienie, czyli mówiąc potocznym językiem praca na czarno, dotyczy wszelkich form zarobkowania, które wykonywane są bez przestrzegania określonych przepisów prawnych. Może to być działalność, za którą nie odprowadza się podatków, nie opłaca składek socjalnych lub która łamie zasady wolnej konkurencji. Przepisy odnoszą się zarówno do stale wykonywanej pracy na czarno (np. zatrudnienie bez umowy przez kilka miesięcy na budowie), jak i dorywczej (jednorazowe naprawienie kranu) lub sezonowej (płatna pomoc przez kilka dni przy zbieraniu owoców). Nielegalne zatrudnienie dotyczy także często sprzątaczek, opiekunek do dzieci, nauczycieli udzielających korepetycji, pracowników remontowych (malarze, tynkarze, dekarze itp.), fachowców – „złote rączki” – dokonujących napraw w domach prywatnych. Osoby te pracują bez żadnych umów, otrzymują wynagrodzenie w gotówce, natychmiast po wykonaniu usługi, a uzyskanych dochodów nie wpisują do deklaracji podatkowej. Ich zatrudnienie i opłacenie bez żadnej umowy jest tak naturalne, że wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, że pracują na czarno lub że są nielegalnie zatrudnione. Oto wypowiedź pani Julie (l. 30): – Uczę języka francuskiego prywatnie, poza moim etatem w szkole. Udzielam lekcji Belgom, ale też cudzoziemcom: Polakom, Norwegom czy Duńczykom. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś zaproponował mi umowę czy jakieś oficjalne rozliczenie za lekcje. To zupełnie normalne, że korepetycje są udzielane – jak twierdzisz – na czarno. Zawsze tak było. Gdybym musiała od tego zapłacić podatek, to zamiast 15 czy 20 euro, lekcja kosztowałaby znacznie drożej. A wówczas niektórych uczniów nie byłoby na nią stać lub musieliby mieć znacznie mniej lekcji. I wiesz co, do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, że łamię prawo... Wszyscy przecież uczą na czarno...
Poza prywatnymi domostwami częstym miejscem nielegalnego zatrudnienia są restauracje, bary, kawiarnie. W tym przypadku z reguły pracownik ma podpisaną umowę, ale pracuje znacznie więcej niż to przewidziane. Wynagrodzenie za nadgodziny otrzymuje na czarno, a w dodatku bardzo często po niższej stawce niż oficjalnie obowiązująca. Tak mówi o tym studentka belgijska pracująca w pizzerii w dzielnicy Etterbeek: – Mam umowę na cztery godziny dziennie po 9,20 euro. Ale tak naprawdę to pracuję codziennie o 2 godziny więcej, za które dostaję po 7,5 euro. W ciągu 6 dni pracy jest to ponad 20 euro oszczędności dla szefa tylko na mojej pensji, a przecież są inne opłaty i przecież nie tylko ja tak jestem na pół lewo. Nikt tu nie pracuje tyle, ile ma wpisane w umowie. Każdy się zgodził na taki układ i jest OK. W podobny sposób, tzn. częściowo na czarno, działa także wiele jednoosobowych spółek. W ich przypadku obniża się ogólną cenę za daną usługę (tzw. „robienie ceny”), część wynagrodzenia przyjmuje w gotówce, a pozostałą część wypisuje na rachunku. Właściciele tych firm twierdzą, iż to jedyny sposób, aby jakoś funkcjonować. W opinii pana Michela, który od lat prowadzi firmę ślusarską: – W Belgii nie da się inaczej działać. Jak chcesz przeżyć, to musisz robić też na czarno, inaczej cię zjedzą. Tutaj są bardzo wysokie podatki, więc jak będziesz deklarować wszystko, co zarobisz, to w końcu będziesz pracować tylko na urzędników, a któregoś dnia pójdziesz z torbami i skończysz na zasiłku w CPAS lub na ulicy.
O skali zjawiska najlepiej świadczą dane zawarte w raporcie opublikowanym niedawno przez Eurostat. Wynika z niego, że szara strefa w Belgii dostarcza ponad 21 proc. produktu krajowego brutto. Szacunki te plasują Królestwo na 2. miejscu w Europie, zaraz po Grecji, w której jest to ponad 28 proc PKB. W przeliczeniu na pieniądze, jest to ponad 30 miliardów euro rocznie strat dla państwa belgijskiego! Widać więc, że jest to zjawisko niezwykle powszechne, które dotyczy w większości samych Belgów, a nie tylko obcokrajowców, jak to się często powszechnie sądzi.
Legalnie lub nie
Przez wiele lat, już po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej, Polacy często pracowali nielegalnie w państwie, w którym mieszkali. Powodem był najczęściej brak innych możliwości zatrudnienia ze względu na ograniczenia w dostępie do rynków pracy większości państw europejskich. Bariery utrudniały podjęcie legalnej pracy obywatelom byłego obozu socjalistycznego przez wiele lat. Belgia otworzyła swój rynek pracy w maju 2009 roku. W tym miesiącu, jako ostatni z europejskiej rodziny, robią to Niemcy i Austriacy. Jeszcze przed 1 maja 2011 roku pracowało w samych tylko Niemczech kilkaset tysięcy Polaków. Chcąc podjąć oficjalną pracę, potrzebowali oni jednak specjalnego zezwolenia. Teraz ten wymóg przestaje już obowiązywać obywateli polskich. Szacuje się, że do pracy w Niemczech wyjedzie w najbliższym czasie około 400 tys. naszych rodaków. Czy wszyscy będą pracować legalnie? Większość najprawdopodobniej tak, ale kto wie, czy z czasem niektórzy nie będą próbować łączyć legalnego zatrudnienia z dorabianiem na czarno. Tak się podobno dzieje w innych krajach Europy, m.in. w Belgii, gdzie rodacy, chcąc zwiększyć swoje dochody, pracują oficjalnie przez większą część czasu, a przez weekendy, po godzinach lub wieczorami dorabiają dodatkowo nielegalnie. Tego typu opinie krążą w polskim środowisku w Brukseli, a potwierdzeniem są chociażby słowa pani Ewy (l. 48): – Ja tak robię. Moja kuzynka, bratowa, szwagierka też. I koleżanki tak samo. Mamy swoje stałe godziny, a dodatkowo dorabiamy sobie parę groszy, że tak powiem, poza planem. W biurze się rozliczamy z tego, co oficjalne, a to, co na czarno, to z ręki do ręki. Patronki nic nie mówią, u mnie to one same tak chciały. Dwie tak mam. Po 3 godziny każda. Od lat tak było, to jak przeszłam na czeki, to nie zmieniałam. Zawsze te parę groszy wpadnie na jakieś zakupy dla córki albo własne przyjemności. Podatki tu strasznie duże, to człowiek parę groszy dla siebie w zamian zatrzyma. Przecież to ich państwo od tego nie zbiednieje, że ja sobie jakieś 200 euro zarobię bez podatku. Moja robota i pieniądze też moje.
Istnienie zjawiska uzupełniania legalnej pracy przez dorabianie na czarno potwierdza też pani Marzena* (l. 28), która pracuje w jednym z brukselskich biur titres-services: Nie wiem, czy wszystkie nasze panie tak robią, ale sądzę, że spora część tak właśnie sobie radzi. W biurze mają legalną umowę, a dzięki temu ubezpieczenie, wszystkie świadczenia socjalne, pracują na emeryturę. Więc im się to opłaca, ale żeby mieć trochę więcej pieniędzy, to sobie biorą dodatkowe godziny. Widać to, jak szukamy zastępstwa. Patrzę do systemu, jest pani X. I ma cały piątek wolny. To dzwonię do niej i proponuję zastępstwo za panią Y., która jest chora albo na urlopie. A pani X. mówi, że nie może, bo cały piątek ma zajęty, bo pracuje. I taka sytuacja bardzo często się zdarza, tzn. u wielu pań się to powtarza.
Wydaje się, że rzeczywiście jest to częste rozwiązanie stosowane zarówno w polskim, jak i belgijskim czy jeszcze innym środowisku. Otwarcie belgijskiego rynku pracy dało cudzoziemcom, a więc także Polakom, szansę na legalne zatrudnienie ze wszystkimi przywilejami. Chodzi tu przede wszystkim o możliwość posiadania ubezpieczenia zdrowotnego, które zabezpiecza pracownika w razie choroby lub wypadku. Dzięki niemu można liczyć na zwrot choć części kosztów poniesionych na leczenie szpitalne, lekarstwa, wizyty u specjalistów. Pracownikowi przysługuje także zwolnienie lekarskie i płatne chorobowe, którego wcześniej – pracując na czarno – nie miał. Dzięki wszelkim składkom socjalnym, które w Belgii rzeczywiście są ogromne, ma się zapewniony dostęp do świadczeń dla bezrobotnych w przypadku utraty pracy, a także zabezpieczoną emeryturę na stare lata. Legalna praca daje także możliwość korzystania z urlopu i wszystkich dni świątecznych obowiązujących w Królestwie. Ponadto, ma się prawo do zasiłku rodzinnego i tutejszego becikowego, co dla rodzin z dziećmi nie jest bez znaczenia. Oto co sądzi na ten temat pani Stanisława (l. 55): – Jestem w Belgii prawie 20 lat, a legalnie pracuję dopiero od czterech. Te wszystkie długie lata poszły na marne... No, wiadomo, niby więcej było pieniędzy na rękę, bo człowiek nie płacił podatków i tych wszystkich innych rzeczy, ale też ani urlopu nie było, ani jakiegoś wolnego. Świątek – piątek, ciągle robota. A jak się chciało do Polski pojechać, to przecież wtedy się na pieniądzach traciło, bo jak się nie pracowało, to nikt za wolne nie płacił. A ile na lekarzy człowiek wydał, bo wszystko 100 proc. płatne prywatnie. Teraz to ja jak jakaś królowa jestem. Urlop mam płatny, święta płatne, chomage, jak patronka wyjedzie czy coś, też płatny. No i te parę groszy na powrót do Polski będzie, bo inaczej skąd by jakąś emeryturę człowiek wziął. Wiele to nie będzie, ale zawsze coś. Jakoś się wyżyć przecież da.
Zadowolona z legalnej pracy jest też pani Anna (l. 31): – Jak rodziłam pierwsze dziecko, to pojechaliśmy do Polski. Tutaj ani ubezpieczenia nie było, ani żadnych zasiłków. Jak miałam drugie, to już legalnie pracowałam w Belgii. To zupełnie inaczej było. Dostaliśmy becikowe, rodzinne. Płatny urlop macierzyński mi się należał. Człowiek w końcu po ludzku jest traktowany. Nie boi się, że jak zachoruje, ja czy dziecko, to że kłopot będzie. Teraz wszyscy jesteśmy ubezpieczeni, możemy nawet na operację pójść, nie daj Boże oczywiście. A dawniej tego nie było.
Praca legalna to jednak nie tylko przywileje, ale też i obowiązki. Jednym z nich jest właśnie płacenie podatków. Akurat te w Belgii należą do jednych z najwyższych w Europie. Podobnie jak wszelkie świadczenia, które musi opłacić pracodawca zatrudniający pracownika. To właśnie z tego powodu, chcąc uniknąć ponoszenia kosztów, właściciele firm decydują się przyjąć kogoś do pracy na czarno lub częściowo na czarno. Jest to być może i opłacalne rozwiązanie, ale też niezwykle ryzykowne.
Więzienie i mandaty
Praca na czarno wiąże się z dużym ryzykiem zarówno dla pracownika, jak i pracodawcy. Osoba, która jest zatrudniona nielegalnie, nie ma żadnej ochrony socjalnej ani ubezpieczenia zdrowotnego. W razie poważnej choroby lub wypadku musi liczyć się ze sporymi kosztami leczenia, które musi pokryć z własnej kieszeni. Nie odprowadza także żadnych składek emerytalnych, czego może gorzko pożałować za kilka bądź kilkanaście lat, gdy nie będzie mieć możliwości ubiegania się o świadczenia za lata przepracowane na czarno. Pracownicy nielegalni muszą także liczyć się często z gorszymi warunkami pracy, wydłużaniem dnia roboczego lub kłopotami z uzyskaniem wynagrodzenia. W polskim środowisku w Belgii znane są doskonale praktyki stosowane przez nieuczciwych pracodawców, którzy osobom zatrudnionym na czarno nie wypłacali należnej pensji, płacili z opóźnieniem lub obniżali ustalone stawki. To jednak nie koniec negatywnych stron nielegalnej pracy. Trzeba liczyć się także z kontrolami dokonywanymi regularnie przez tutejszą Inspekcję Socjalną. Zatrzymanie podczas wykonywania nielegalnej pracy może doprowadzić do utraty otrzymywanych zasiłków (chorobowego, socjalnego, renty, dla bezrobotnych), a także odebraniem prawa do ubiegania się o nie. Dodatkowo, ryzykuje się także grzywnę pieniężną, a w przypadku cudzoziemców bez papierów – odesłanie do kraju pochodzenia. Pracodawcy grożą z kolei wysokie grzywny i mandaty, od kilkuset do kilkunastu tysięcy euro, w zależności od rodzaju wykroczenia i liczby zatrudnionych nielegalnie osób. Kara pieniężna może także zostać zwiększona, jeśli właściciel firmy już wcześniej został ukarany za łamanie prawa pracy. W niektórych przypadkach grozi mu nawet pobyt w więzieniu. Najlepiej więc zastanowić się, czy warto podejmować aż tak duże ryzyko, zwłaszcza gdy jest się prowadzącym firmę.
WYSOKOŚĆ KAR NAKŁADANYCH NA PRACODAWCę
dane aktualnie obowiązujące
źródło: www.emploi.belgique.be * imię zmienione na prośbę pytanej.
Elżbieta Kuźma
Gazetka 101 – maj 2011 |
Szukana fraza powinna zawierać minimum pięć znaków.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||







Wersja do druku
Wyślij znajomemu







.jpg)



