
| KALENDARZ
ZAINWESTUJ
W SIEBIE!
10.02.2012...więcej
LONG WALK
EXPEDITION
17.02...więcej
KARNAWAŁ BINCHE
19 – 21.02
| Belgijskie kurioza
Pół żartem, pół serio
Gdy przeprowadzałam się do Belgii, miałam mgliste pojęcie o kulturze, w której przyjdzie mi żyć. Wiedziałam, że Belgowie jedzą frytki, uwielbiają gofry i w każdej restauracji podaje się mule. Czytałam, że Bruksela to Parlament Europejski, reprezentatywny Grand Place i Manneken Pis, wokół którego każdy przewodnik robi tyle szumu. Jednak gdy zamieszkałam w mieście gromadzącym wiele kultur, każdego dnia odkrywałam coś nowego. Wiele odkryć do tej pory mnie zadziwia…
Po pierwsze: plombowce
W Polsce każda nieruchomość jest pod ścisłą kontrolą miasta lub gminy. O samowolce nie ma mowy. Zburzenie ściany w kawalerce w bloku, przesunięcie licznika gazu czy wymienienie okna balkonowego to czynności wiążące się z wizytą w administracji, podaniami, uzasadnieniami i niespokojnym czekaniem na rozpatrzenie wniosku. Jestem przyzwyczajona do budowania w połączeniu z architekturą i planowaniem przestrzennym; nauczono mnie szacunku do starych kamienic i ratowania wszystkiego, co zabytkowe. Tymczasem w Brukseli na każdym kroku spotykam ekipy budowlane, które w miejsce starego budują nowe, wręcz nowoczesne „plombowce”, niekoniecznie wkomponowujące się w architekturę ulicy. Tutejsze prawo budowlane to dla mnie zagadka. Co powiedziałby na to polski architekt miasta?
Po drugie: windy
Czy naprawdę trzeba zamawiać zewnętrzny podnośnik do przeprowadzki? Nie ma wyjścia, gdy w grę wchodzą meble. Przekonałam się o tym już przy zakupie pierwszego stołu. Wąskie klatki schodowe w kamienicach nie dają dużego pola do manewrowania paczkami, a wind często brak. Błogos
| ||||||||||||||||||||||||||||






