Czy zauważyli państwo, że piosenki w radiu przeplatają się z reklamami, prognozami pogody, krótkimi salwami śmiechu redaktorów, a potem znowu reklamami? Nie ma wartościowych audycji (o słuchowiskach nie wspomnę), a jeśli nawet są, to o drugiej nad ranem. Mamy social media, kolorowe magazyny, dziesiątki programów telewizyjnych i platformy streamingowe. Jest wesoło i kolorowo. Bądźmy piękni i młodzi, żyjmy tak, jakby jutra miało nie być… Tylko czy przypadkiem ucieczka od cierpienia – bo tak chyba trzeba nazwać to, co proponuje nam współczesny świat i media – nie jest w jakimś sensie także ucieczką od szczęścia? 
Czasem się zastanawiam, jak w takich mocno zafałszowanych realiach mają dorastać młodzi ludzie, którzy, wręcz oblepieni toksyczną pozytywnością, są absolutnie przekonani, że życie powinno upływać lekko, łatwo i przyjemnie. Że nie trzeba ciężko pracować, poświęcać czasu na naukę, rozwój osobisty i zdobywanie doświadczenia. Nie sądzą, że aby coś w życiu osiągnąć, trzeba w to włożyć dużo czasu i wysiłku. Bo przecież można zostać influencerem czy tiktokerem, zarobić na nieruchomościach, ewentualnie na bitcoinie. No można, tylko ile takich osób państwo znają?
Kiedy pytam młodych o to, jak chcą żyć, odpowiadają, że marzą o własnej firmie, statusie, niezależności finansowej i podróżach. Kiedy jednak dopytuję ich, jak chcą to osiągnąć, okazuje się, że nie mają planu, motywacji ani chęci do działania, o pasji nie wspominając. Co więcej, bardzo wielu młodych dorosłych nie wie, co chce w życiu robić. I nie to jest najstraszniejsze, bo przecież nie każdy człowiek wkraczający w dorosłość od razu wie, kim chciałby być. Jednak, co przykre, nie mają oni chęci poszukiwania, nie próbują, nie zastanawiają się nad swoją przyszłością w perspektywie kilku lat. To trochę tak, jakby nie byli zainteresowani sami sobą i swoim życiem. Nie zadają pytań: Kim jestem? Czego potrzebuję? Jak mogę o to zadbać? Jak mogę zadbać o siebie? Jest to, co jest, czyli nic, a więc ok. Jednym słowem – brak im inicjatywy, pasji, marzeń, sprecyzowanych działań, a życie? Jakoś się przeżyje. Tylko czy o takie życie chodzi?
Przerażające jest to, jak bardzo media zniszczyły młodych ludzi. Bo jeśli życiową misją człowieka ma być hasło „lekko, łatwo i przyjemnie”, przy znikomym wysiłku, to w procesie wychowawczym coś poszło nie tak. Brak pasji, zaangażowania we własne życie, wytężonej i ukierunkowanej pracy, a także konsekwencji w jej wykonywaniu nie może być dla młodych dobrą prognozą na przyszłość. To na pewno nie jest dojrzała postawa wobec życia, a przede wszystkim wobec samego siebie. Niestety dziś dojrzałość nie jest w modzie. Nie widzimy wartości, które ze sobą niesie. Dobrze odzwierciedlają to rozmowy w moim gabinecie: ktoś boi się przekroczenia 40 czy 50 lat, bo ma poczucie, że coś w życiu utraci, że odtąd zawitają już tylko nuda i monotonia. Zupełnie nie ma przekonania, że wraz z dojrzałością może wiele zyskać, np. mądrość wynikającą z doświadczenia, poczucie stabilizacji, spokój i brak potrzeby stawania w szranki z innymi, ale nie tylko.
Żyjemy w czasach, w których króluje kultura indywidualizmu, kult młodości i przyjemności. Nie chcemy sobie niczego odmawiać; własny komfort i nieustanne radosne samopoczucie są najważniejsze. Właśnie taki styl życia promują media – bez chorób, śmierci, cierpienia i żałoby po stracie – a to przecież nieodłączna część naszego istnienia. Dążymy do szybkich, bezwysiłkowych rozwiązań. Łatwiej jest się obrazić, obgadać, wykluczyć kogoś lub postawić się w pozycji ofiary niż zaakceptować prawdę. Jednak łatwe rozwiązania i proste odpowiedzi to pułapka.
Przestrzeń cyfrowa wręcz promuje niedojrzałe postawy. Wystarczy poczytać komentarze pod postem na jakimkolwiek portalu, aby zobaczyć, że relacje w społeczeństwie oparte są na pogardzie, hejcie, agresji i ignorancji. Zupełnie nie myślimy o tym, że jesteśmy wzorcem do naśladowania dla przyszłych dorosłych i że oni, czy tego chcemy, czy nie, przejmą nasze wzorce zachowań i postawy.
Dojrzewanie wymaga potknięć i podejmowania bardziej lub mniej udanych prób, ale też błędnych decyzji. Tylko jak młodzi ludzie mają w sposób bezpieczny popełniać błędy, skoro z powodu pomyłki czy niefortunnej wypowiedzi wyśmiewamy ich lub wykluczamy? Młody człowiek dorastający w kulturze unieważnienia (cancel culture) uczy się, że popełnienie najdrobniejszego błędu grozi hejtem i kompromitacją. Co zatem robi? Udaje. Bo jeśli błąd wyjdzie na jaw, zostanie zlinczowany. Tylko że dojrzewanie wymaga mylenia się, podobnie jak każdy inny proces uczenia się. Jeśli nie wolno nam się pomylić, a potem wyrosnąć ponad własną pomyłkę, nie możemy się rozwijać.
Najwięcej problemów w relacjach społecznych mamy z dojrzałością. Żyjąc w regularnie zakłamywanej rzeczywistości, nie możemy budować autentycznych relacji, a to one są sednem ludzkiego istnienia i źródłem poczucia bezpieczeństwa. Z uwagi na nasz ogromny relatywizm moralny potrzebujemy jeszcze dużo czasu, żeby zacząć odróżniać dobro od zła. Jesteśmy egocentryczni, roszczeniowi, niecierpliwi. Ksobni i nastawieni na dobrobyt. A przecież w kontekście dorastania rozmowa o naszych powinnościach, o pokorze, szacunku, odpowiedzialności, autentyczności i szczerości jest dużo bardziej dojrzała niż rozmowa o przywilejach.
W drodze do dojrzałości nie pomaga ucieczka od trudnych emocji: strachu, lęku, smutku, żałoby. Uciekając przed nimi, obieramy przeróżne strategie, aby nie czuć: od pracoholizmu po wypieranie, bagatelizowanie, uzależnienia. A przecież poprzez emocje organizm informuje nas o stanie naszych potrzeb. Jeśli nie odczytujemy tych komunikatów, bo nie znamy siebie, nie przeszliśmy jednego z etapów dojrzewania – nie potrafimy tych potrzeb zaspokajać ani prosić innych o ich zaspokojenie. Frustracja z tym związana popycha nas do życia w systemie „napięcie – redukcja – ulga”. Sytuacjami napięciowymi o wiele łatwiej zarządzać niż naszymi potrzebami, bo żeby zredukować napięcie, wystarczy lampka wina, narkotyk lub gra komputerowa. Proste… i nieskuteczne.
Warto mieć świadomość tego, że dojrzałość nie jest stanem, który człowiek osiąga raz na zawsze, tylko procesem, który przebiega bardzo różnie. Mamy bowiem różny bagaż życiowy, różne wzorce i startujemy z różnych miejsc, napotykamy trudności i przechodzimy kryzysy. Nawet tak pozornie nieistotne czynniki, jak zmęczenie czy poirytowanie, wpływają na nasze postawy. I tu przydatny okazuje się wiek, bo o ile wiedza pozwala nam poznać zasady i wartości, jakimi warto się w życiu kierować, to dopiero mądrość pozwala nam wprowadzać je w życie – a ta przychodzi z doświadczeniem.
Aleksandra Szewczyk
psycholog
tel. 0486 76 05 98
Artykuły miesiąca
NIEDOJRZALI DOROŚLI
- Artykuły miesiąca
- Odsłony: 394







