Niedaleko dworca kolejowego w podbrukselskim Vilvoorde znajduje się dość nietypowe studio filmowe. Filmowcy mogą tam oczywiście realizować sceny lądowe, ale studio specjalizuje się w kręceniu scen wodnych. Daje to możliwość tworzenia różnych wymagających projektów kinowych i telewizyjnych oraz teledysków. To właśnie w tym miejscu kręcono większość ujęć morskich polskiego serialu „Heweliusz”, który cieszy się obecnie wielką popularnością.

NA WODZIE I POD WODĄ

Lites Water Stages & Film Studios to największe w Europie (oraz, pod względem specjalizacji, najnowocześniejsze na świecie) studio do kręcenia scen morskich. Zostało specjalnie pomyślane i wyposażone w taki sposób, by realizatorzy scen rozgrywających się na morzu lub w jego głębinach mogli korzystać z niesłychanie zaawansowanych możliwości technicznych w przetestowanych, kontrolowanych i bezpiecznych warunkach. A wszystko to na krytym basenie o wymiarach 21 na 24 m i głębokości 9 m. 

W wodnej przestrzeni, dzięki odpowiedniemu oświetleniu i sprzętowi do efektów specjalnych, można wywołać dowolne zjawiska pogodowe: wysokie fale, sztorm czy mgłę. Co najważniejsze – wszystko wygląda bardzo realistycznie, o czym mogą się przekonać widzowie serialu Heweliusz”.

Nadwodny plan zdjęciowy może unieść scenografię o wadze do 20 ton, a także daje możliwość jej zanurzenia. Dzięki odpowiednim platformom można nagrywać sceny zalania wnętrz czy tonięcia obiektów. A do tego panują tam komfortowe warunki – basen do zdjęć ma stale podgrzewaną wodę (28–32 st. C), można więc kręcić ujęcia o każdej porze roku i nie ucierpią na tym aktorzy. 

HEWELISZ – KATASTROFA NA BAŁTYKU

Styczniowa noc 1993 r. okazała się feralna dla pasażerów i członków załogi promu „Jan Heweliusz”, który płynął ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji. W nocy z 13 na 14 stycznia na Bałtyku szalał sztorm, i to nie byle jaki – miał siłę 12 stopni w skali Beauforta. Okazał się on fatalny w skutkach dla promu, który zatonął, grzebiąc w morskich odmętach 36 pasażerów i 20 członków załogi. Nie wszystkie ciała udało się odnaleźć. Uratowało się tylko dziewięć osób. Była to największa katastrofa żeglugi morskiej w powojennej Polsce. 

Przyczyny zatonięcia „Heweliusza” nie zostały jednoznacznie wyjaśnione. Przyjmuje się, że był to raczej splot kilku czynników. Nad Bałtykiem rozpętał się huragan, który nie mógł zostać przewidziany. Mówi się o zaniedbaniach – prom płynął najkrótszą trasą zamiast takiej, która była odpowiednia dla zimowej pory. Zły stan techniczny przeczył zasadom bezpieczeństwa. Początkowo winą obarczono kapitana promu, Andrzeja Ułasiewicza, który zresztą zginął w tej tragedii, później jednak oczyszczono go z większości zarzutów. Nie do końca wyjaśniono, czy na promie znajdował się tajemniczy ładunek, jakim miała być broń nielegalnie przewożona w jednej z ciężarówek. 

HEWELIUSZ – SERIAL O KATASTROFIE

Fabuła tego pięcioodcinkowego serialu oparta została na opisanej pokrótce powyżej katastrofie, która, choć wstrząsnęła Polską ponad 30 lat temu, do dziś budzi żywe emocje. W serialu prawdziwe zdarzenia zostały wymieszane z fikcją, bo twórcom zależało na bardziej uniwersalnym podejściu w pokazaniu ludzkich losów w zderzeniu z potęgą natury i nieprzewidywalnym. Wszak ból, cierpienie, walka są składnikiem wielu tragedii. 

Serial od razu stał się w Polsce niezwykle popularny. Zachwycił widzów grą aktorską (w głównych rolach wystąpili m.in.: Michał Żurawski, Borys Szyc, Magdalena Różczka, Justyna Wasilewska), umiejętnym stopniowaniem napięcia od pierwszej do ostatniej minuty oraz niezwykłymi efektami specjalnymi. Oglądający często podkreślają, że z ekranu aż bije chłód fal lodowanego morza i groza potęgi morskich żywiołów. Przerażają sceny tonięcia „Heweliusza” oraz zmagania promu i ludzi z wichrem i wodą. 

Ten efekt udało się osiągnąć właśnie podczas realizacji scen w belgijskim Lites Water Stages & Film Studios. Sceny wyglądają tak realistycznie, jakby były kręcone w prawdziwych plenerach. Katastrofa promu nakręcona zaostała z wielkim rozmachem i imponuje technicznie. Unikalna technologia basenu z belgijskiego studia pozwoliła na nakręcenie potężnych efektów sztormu. Przy pomocy dmuchaw i wiatraków wywołano huraganowy wiatr, a deszcz i woda były jak najbardziej prawdziwe. Jednocześnie wszystko odbyło się pod kontrolą i bezpiecznie, ponieważ żywioły dałoby się uciszyć w sekundę jednym przyciskiem.

Dzięki temu, że sposoby zabezpieczeń są tym miejscu rewelacyjne, w scenach tonięcia „Heweliusza” mogli zagrać aktorzy, a nie tylko kaskaderzy. I choć warunki wizualne w hali zdjęciowej były zbliżone do realnych, to jednak woda w styczniowym Bałtyku ma około 2 st. C, a w basenie ponad 30 st.


Wiele filmów i seriali, w których oglądamy mrożące krew w żyłach sceny szalejącego sztormu czy wodnej kipieli, zrealizowano w belgijskim studiu. Powstają tam też teledyski, np. zespołu Rammstein. 

Sylwia Maj