Szampan, fajerwerki, odkurzone postanowienia i obietnica świeżego startu, w którą tej nocy naprawdę wierzymy. Tak zwykle kończy się stary, a zaczyna nowy rok. W środku zimy (chyba że akurat znaleźliśmy się w Brazylii lub Australii), kiedy nie za wiele wokół sprzyja „początkom”. Dlaczego Nowy Rok obchodzimy 1 stycznia, a nie na przykład… na wiosnę? Czy naprawdę nie można było znaleźć lepszej daty?
ZAMIESZANIE Z KALENDARZEM
W najdawniejszym rzymskim kalendarzu rok trwał zaledwie 304 dni i obejmował tylko dziesięć miesięcy po 30 lub 31 dni każdy. Zimę ignorowano, nie miała nawet nazwy. Była po prostu okresem między końcem grudnia a początkiem marca.
Rzymskie miesiące upamiętniały bogów. Rok zaczynał się od Martiusa – poświęconego bogu wojny Marsowi; po nim następował Aprilis – miesiąc Wenus, potem Maius – poświęcony wszystkim bogom oraz Iunius – upamiętniający Junonę. Pozostałe miesiące wzięły swą nazwę po prostu od… kolejności, i tak Quintilis – to piąty, Sextilis – szósty, September – siódmy; October – ósmy, November – dziewiąty i December – dziesiąty.
Dlaczego więc teraz nazwy miesięcy nie współgrają z ich kolejnością i np. grudzień jest miesiącem dwunastym? Otóż ówczesny system nie bardzo odpowiadał cyklom natury, dlatego wprowadzono dwa brakujące miesiące, które kończyły rok: styczeń – Ianuarius, poświęcony Janusowi, oraz luty – Februarius, przeznaczony na obrzędy oczyszczające przed początkiem nowego roku, który, przypomnijmy, zaczynał się w marcu. Cały rok wydłużono zatem do 355 dni, nadal jednak były dni „niezagospodarowane”. Co jakiś czas dodawano więc specjalny, dodatkowy miesiąc, aby wszystko się zgadzało.
POCZĄTEK ROKU W MARCU
Pierwotnie Rzymianie wyznaczali początek roku w marcu. Tak właśnie! Na wiosnę rozpoczynały się wyprawy wojenne, a 15 marca, w tzw. Idy marcowe, konsulowie obejmowali urząd. Kalendarz miał więc również wymiar polityczny.
Wszystko zmieniło się w 153 roku p.n.e., kiedy Rzym stanął przed bardzo praktycznym problemem: konsulowie musieli jak najszybciej wyruszyć na wyprawę wojenną do Hiszpanii, nie mogli więc czekać na desygnowanie do marca. Z tego powodu przesunięto początek ich całorocznej kadencji na 1 stycznia – i tak już zostało. A nawet okazało się, że to całkiem wygodne rozwiązanie, ponieważ Janus, patronujący styczniowi, był też bogiem początku.
REFORMA JULIAŃSKA
Kalendarzem opiekowali się kapłani, którzy mogli skracać lub wydłużać rok wedle uznania. Pokazuje to, jak wielką cieszyli się władzą. Przedłużony rok mógł bowiem oznaczać dłuższą kadencję polityka, a skrócony – jego szybsze odejście. Doprowadziło to do niebywałego bałaganu. Za rządów Juliusza Cezara kalendarz był już „przyśpieszony” o kwartał. Zimowy Ianuarius… przypadał jesienią. Cezar postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i tak doszło do reformy juliańskiej w 46 r. p.n.e.
Wcześniejszy kalendarz opierał się na obserwacji Księżyca, od teraz w centrum miało być, a jakże, Słońce. Kalendarz juliański, oparty na roku słonecznym, był zbliżony do obecnego. W datę Nowego Roku nie ingerowano – ludzie byli już przyzwyczajeni do 1 stycznia.
Przy okazji ciekawostka. Luty ma co cztery lata 29 dni właśnie dlatego, że w przeszłości był ostatnim miesiącem roku, łatwo więc było go obdarować dodatkowym dniem w roku przestępnym.
TO JESZCZE NIE KONIEC!
Wydaje się, że na tym historia słynnej daty się kończy. A jednak nie! Przez kolejne wieki po upadku Cesarstwa Rzymskiego znowu bowiem Nowy Rok przypadał w różne dni. Popularne były zwłaszcza dwa: 25 marca (święto Zwiastowania, ale też okolice Wielkanocy) i 25 grudnia (czyli Boże Narodzenie). W średniowieczu nawet poszczególne europejskie miasta świętowały kiedy indziej, bo w chrześcijańskiej Europie nie podobała się spuścizna rzymska, nawet w postaci symbolicznej daty 1 stycznia.
Z powodu nieścisłości wynikających z kalendarza juliańskiego nadszedł czas na reformę gregoriańską. Problem wziął się stąd, że każdego roku dotychczasowy system trochę rozmijał się ze zjawiskami astronomicznymi, takimi jak równonoc wiosenna. Po ponad 1500 latach było już 10 dni opóźnienia. W październiku 1582 r. papież Grzegorz XIII wydał więc bullę mającą uporządkować ten chaos i tak po czwartku 4 października nastał nagle piątek, ale 15 października. W ten sposób pozbyto się balastu „zalegających” 10 dni. Równonoc wiosenna wróciła więc prawidłowo na 21 marca.
Nie wszystkie kraje jednak przyjęły równocześnie kalendarz gregoriański i tak oba kalendarze zaczęły żyć własnym rytmem. Różnica między nimi jeszcze się powiększała, bo kalendarz gregoriański inaczej traktował lata przestępne. Lata 1700, 1800 i 1900 były w starym systemie przestępne, ale w nowym już nie, co do wspomnianych 10 dni różnicy dodało kolejne trzy dni. Od XX w. kalendarz gregoriański wyprzedza juliański aż o 13 dni (lata 1600 i 2000 nie powiększyły tej różnicy, bo wyjątkowo były przestępne w obu systemach).
Państwa katolickie przyjęły nowy kalendarz najwcześniej, bo już w 1582 r. Protestanckie robiły to powoli, np. Niemcy w 1700 r., a Wielka Brytania dopiero w 1752. Rosja zaś przeniosła się na nie tak już nowy styl dopiero w 1918 r.
Ostatecznie wrócono do 1 stycznia jako dnia początku roku. Co to dla nas znaczy? Może tyle, że w naszym klimacie – trzeba być ciepło ubranym w drodze na imprezę sylwestrową… albo zaszyć się w domu z bliskimi. A Nowy Rok? Niech przyniesie nam to, czego nam potrzeba!
Do Siego roku!___________________________________________
Szczęścia, pomyślności, zdrowia – tego od wieków ludzie życzyli sobie na Nowy Rok. Ale żeby życzenia się spełniły, zawsze dobrze jest im pomóc. Oto sylwestrowo-noworoczne zwyczaje i przesądy mające sprzyjać szczęściu… Kto wie, może kryje się w nich ziarno prawdy?
POCAŁUNEK NA SZCZĘŚCIE
Jednym z najstarszych zwyczajów praktykowanych w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem jest całowanie się pod jemiołą. I choć tradycja ta zyskała dużą popularność w Polsce, wywodzi się od Celtów. Druidzi używali jemioły do przygotowywania mikstur leczniczych, uważali ją też za symbol szczęścia i zdrowia. Jemioła wydawało się rośliną magiczną – pozostaje zielona, kiedy wszystko wokół obumiera. Dziś wiemy, że to dlatego, iż jest rośliną pasożytniczą, która wrasta korzeniami w korę drzewa.
Tradycja całowania się pod jemiołą o północy 31 grudnia podobno przybyła z Anglii w XVIII w. Rozpowszechniła się w innych krajach Europy, zawędrowała też do Stanów Zjednoczonych.
KISZONA KAPUSTA NA POMYŚLNOŚĆ
Jeśli już się pocałowaliście pod jemiołą, co powiecie na zwyczaj prosto z Liège? Kiszona kapusta, skądinąd zdrowa, jak wszystkie kiszonki (i może w tym tkwi sekret tej tradycji?), zapewnia ponoć powodzenie przez cały rok. Trudno powiedzieć, gdzie powstał ten nietypowy zwyczaj, bo między mieszkańcami Liège, Verviers i Aywaille nie ma zgody – wszyscy twierdzą, że właśnie u nich.
Restauratorzy się cieszą i przygotowują specjalną wersję tego dania – choucroute royale. Do kiszonej kapusty dodajemy bulion wieprzowy i białe wino – co tworzy bazę. Potem dorzucamy kilka jagód jałowca i liście laurowe i gotujemy przez cztery godziny. Podajemy z wędzonym boczkiem, polską kiełbasą, frankfurterką, golonką gotowaną we własnym sosie i purée ziemniaczanym.
I tak w okolicach Liège 1 stycznia rodzinę i gości częstuje się noworoczną kiszoną kapustą. Jeśli chcecie spróbować, pamiętajcie o kolejnym elemencie: przed rozpoczęciem posiłku pod talerz trzeba wsunąć monetę – i już możemy cieszyć się hojną porcją kapusty. Szczęście i dobrobyt gwarantowane, a żeby je zachować na cały rok, ową monetę należy na kolejne 364 dni ukryć w ubraniach.
KĄPIEL NA ZDROWIE
A może morsowanie? Tradycja zanurzania się w wodzie w Nowy Rok istnieje na całym świecie. Najsłynniejsze noworoczne kąpiele odbywają się w Rzymie, gdzie ochotnicy skaczą z mostu do Tybru. Ale można się wybrać trochę bliżej, do Holandii. Odważni (a jest ich co roku ponad 10 tys.!) wbiegają do morza w Scheveningen niedaleko Hagi prawie nago, ale w obowiązkowej czapce na głowie. Podobnie, ale oczywiście bez czapki, robią Brazylijczycy, w bardziej jednak sprzyjającej temperaturze. W sylwestra idą na plażę, by przeskoczyć siedem fal i wypowiedzieć siedem życzeń na nadchodzący rok.
Są też inne sposoby zapewnienia sobie pomyślności, kto wie, może warto je wypróbować? Można o północy, wraz z wybijaniem godziny 12.00, zjeść 12 winogron, jak Hiszpanie. Albo jak Duńczycy „wskoczyć” w Nowy Rok… z krzesła. Z kolei Japończycy mają rytuał, który wydaje się jakby znajomy… A mianowicie urządzają sprzątanie domu od góry do dołu – przy czym oczyszczanie zacząć należy już 13, a zakończyć 28 lub 29 grudnia. Po tych wszystkich czynnościach Nowy Rok musi się udać!
Agnieszka Strzałka
Artykuły miesiąca
NOWY ROK BIEŻY… ALE DLACZEGO 1 STYCZNIA?
- Artykuły miesiąca
- Odsłony: 161







