Najpierw pojawiły się filtry. Potem aplikacje, które w kilka sekund potrafią ocenić twarz. Dziś całe pokolenie młodych mężczyzn mierzy swoje życie… kątem żuchwy. W społecznościach internetowych wygląd przestał być kwestią gustu czy stylu – stał się równaniem do rozwiązania. Symetria twarzy, golden ratio, hunter eyes, idealna linia szczęki. Atrakcyjność rozpisana na parametry, które można analizować, porównywać i optymalizować jak dane w arkuszu kalkulacyjnym. W świecie looksmaxxingu twarz to projekt do ulepszania, a ciało – inwestycja mająca przynieść zwrot w postaci statusu, relacji i społecznego uznania. Coraz więcej młodych mężczyzn traktuje tę grę śmiertelnie poważnie.

MAXING IS FANTASTIC?

Media społecznościowe stworzyły nową ekonomię uwagi, w której atrakcyjny wygląd zwiększa szanse na popularność, relacje, a nawet sukces zawodowy. Zdjęcia i filmy działają jak nieustanne lustro – młodzi ludzie porównują się z innymi i analizują każdy detal. Smartfony i rozmowy wideo sprawiły, że widzimy swoją twarz częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Zjawisko „efektu kamery internetowej” polega na tym, że im częściej patrzymy na własny wizerunek, tym bardziej zaczynamy wyłapywać niedoskonałości.

„Looksmaxxing” jeszcze kilka lat temu funkcjonował głównie na niszowych forach; dziś jest globalnym trendem. Oznacza systematyczne „maksymalizowanie” atrakcyjności – od ćwiczeń, diety i pielęgnacji skóry, przez zmianę fryzury czy stylu ubierania, aż po zabiegi estetyczne. W żargonie internetowym funkcjonują dwa pojęcia: „softmaxxing” i „hardmaxxing”. Pierwsze obejmuje proste, bezpieczne działania – trening, pielęgnację, korektę postawy. Drugie oznacza radykalne kroki: operacje plastyczne, zabiegi medycyny estetycznej, przeszczepy włosów, a czasem eksperymentalne procedury zmieniające proporcje twarzy.

W najbardziej skrajnej wersji pojawiają się metody balansujące na granicy pseudonauki i niebezpiecznego eksperymentu. Jedną z popularniejszych jest intensywne żucie bardzo twardych gum – z żywicy drzewa pistacjowego lub specjalnych silikonowych „trenażerów szczęki”. Zwolennicy twierdzą, że wielogodzinne żucie wzmacnia mięśnie żwaczy i nadaje twarzy bardziej wyraźną, „męską” linię żuchwy. Jeszcze bardziej ekstremalną praktyką jest tzw. bone smashing, czyli uderzanie w kości policzkowe lub żuchwę twardymi przedmiotami, czasem nawet młotkiem. Samozwańczy mentorzy powołują się przy tym na prawo Wolffa, według którego kość reaguje na obciążenia i może zmieniać swoją strukturę. Problem w tym, że nie ma żadnych badań potwierdzających skuteczność tej metody. Chirurdzy ostrzegają: takie praktyki grożą złamaniami, trwałą asymetrią, uszkodzeniem nerwów, poważnymi krwotokami, a w skrajnych przypadkach – koniecznością operacji rekonstrukcyjnej.

ZYSKI I STRATY

Równolegle zmieniają się dane dotyczące mężczyzn i wyglądu. W 2024 r. na świecie wykonano około 1,6 miliona zabiegów kosmetycznych u mężczyzn, a liczba ta rośnie z roku na rok. Panowie stanowią dziś globalnie około 16 proc. pacjentów chirurgii estetycznej – wyraźnie więcej niż dekadę temu. Najczęstsze zabiegi to redukcja ginekomastii, liposukcja, operacje powiek i korekta nosa. Wśród osób w wieku 18–34 lat nawet 23 proc. mężczyzn deklaruje korzystanie z zabiegów estetycznych, takich jak botoks czy wypełniacze. Jednocześnie wydatki mężczyzn na produkty związane z wyglądem rosną szybciej niż w przypadku kobiet.

Looksmaxxing nie jest jednoznaczny. Dla wielu młodych mężczyzn staje się impulsem do dbania o zdrowie, kondycję i styl życia. Trening, dieta, pielęgnacja skóry czy świadomy styl ubierania mogą poprawić samopoczucie i podnieść samoocenę. Trend bywa więc po prostu nową nazwą starej idei: pracuj nad sobą i staraj się wyglądać najlepiej, jak potrafisz.

Jednocześnie psychologowie coraz częściej wskazują mniej oczywiste konsekwencje. Internetowe społeczności związane z looksmaxxingiem opierają się na bardzo wąskich i nierealistycznych standardach urody. Skutkiem bywa frustracja, obniżona samoocena, a w skrajnych przypadkach zaburzenia postrzegania własnego ciała. Coraz częściej mówi się też o bigoreksji – obsesji na punkcie mięśni i wyglądu. W skrajnej wersji trend sprowadza wartość człowieka do atrakcyjności i traktuje wygląd jak system punktowy decydujący o miejscu w hierarchii społecznej.

Mimo kontrowersji jedno jest pewne: looksmaxxing nie jest chwilową modą. To część szerszego procesu, w którym wygląd staje się projektem do zarządzania – podobnie jak kariera czy zdrowie. Pytanie nie brzmi już, czy mężczyźni będą chcieli wyglądać lepiej, ale jak daleko są gotowi się posunąć – i czy w tej pogoni nie stracą czegoś znacznie ważniejszego niż linia żuchwy.

Sylwia Znyk