Był listopadowy wieczór. W parterowym domu pod Warszawą dziesięć kobiet siedziało na poduszkach rozłożonych w kręgu. Na środku płonęła świeca. Nie było sceny, prowadzącej z mikrofonem ani programu szkolenia wyświetlanego na ekranie. Jedna z uczestniczek, menedżerka dużej firmy, opowiadała o wypaleniu zawodowym. Obok siedziała młoda matka, która od miesięcy zmagała się z depresją po narodzinach dziecka. Była też emerytowana nauczycielka przeżywająca żałobę po śmierci męża. Kiedy jedna z kobiet zaczęła płakać, nikt jej nie przerywał. Nikt nie próbował naprawiać jej emocji. Przez kilka minut panowała cisza. Później kolejna uczestniczka powiedziała: „Mam podobnie”.

Z zewnątrz mogło wyglądać to dziwnie. W świecie pełnym pośpiechu, rywalizacji i nieustannej produktywności grupa dorosłych kobiet siedzących bezczynnie wydaje się czymś archaicznym. A jednak podobne spotkania odbywają się dziś w setkach miast Europy czy Ameryki. Powstają lokalne grupy, organizowane są wyjazdy, warsztaty i festiwale. Kręgi kobiet stały się jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk współczesnej kultury rozwoju osobistego i duchowości. Jednocześnie są zjawiskiem budzącym skrajne reakcje. Zwolenniczki mówią o uzdrawiającej sile siostrzeństwa i wspólnoty. Krytycy wskazują na pseudonaukę, komercjalizację i romantyzowanie kobiecości. Co naprawdę wiadomo o kręgach kobiet? Co mówią badania socjologiczne? Dlaczego popularność kręgów tak szybko rośnie?

FENOMEN 

Nasze babki darły pierze przy długich stołach, wśród śmiechu i opowieści. Prababki plotły wianki, suszyły zioła, splatały warkocze z czosnku i chroniły domowe ogniska przed zimą i nieszczęściem. Jeszcze wcześniej kobiety spotykały się w czerwonych namiotach – wspólnej przestrzeni odpoczynku, rozmowy i rytuału. W czasie menstruacji były zwolnione z codziennych obowiązków plemienia, mogły pobyć razem, wsłuchać się w siebie i w rytm natury.

Te obrazy różnią się epoką, językiem i obyczajem, ale łączy je jedno: kobieca wspólnota. Przez wieki kobiety spotykały się, by pracować, świętować, wspierać się w trudzie codzienności i przekazywać sobie wiedzę – o ciele, rodzinie, ziemi i świecie. To były pierwsze „sieci wsparcia” – zanim powstały poradniki, aplikacje i grupy online.

Krąg kobiet jest formą spotkania opartą na zasadzie równości uczestniczek. Symbolika kręgu ma podkreślać brak hierarchii i równy dostęp do głosu. Spotkania mogą przybierać różne formy. Czasem przypominają grupę wsparcia. Innym razem zawierają elementy medytacji, pracy z ciałem, rytuałów przejścia, praktyk inspirowanych psychologią humanistyczną lub duchowością New Age. To próba odzyskania utraconej tradycji.

Socjolożka Chia Longman, badająca kobiece wspólnoty duchowe w Europie Zachodniej, zauważa, że uczestniczki kręgów bardzo często mówią o „powrocie do siebie”, „odzyskiwaniu głosu” i „szukaniu autentyczności”. Jej badania terenowe przeprowadzone w Belgii, Holandii i Niemczech pokazały, że wiele kobiet trafia do kręgów po doświadczeniu kryzysu życiowego: rozwodu, wypalenia zawodowego, samotności, utraty bliskiej osoby lub poczucia braku sensu.

EPIDEMIA SAMOTNOŚCI

Badania prowadzone w ostatnich dwóch dekadach pokazują, że mieszkańcy krajów rozwiniętych coraz częściej doświadczają samotności mimo nieustannej cyfrowej komunikacji. Osłabieniu ulegają tradycyjne wspólnoty lokalne, religijne i rodzinne. Coraz więcej osób żyje samotnie, częściej zmienia miejsce zamieszkania i pracuje w środowiskach opartych na konkurencji. Tymczasem poczucie przynależności do wspólnoty pozytywnie wpływa na dobrostan psychiczny. Człowiek potrzebuje nie tylko kontaktów społecznych, ale również poczucia bycia zauważonym i wysłuchanym. Choć kręgi nie są terapią, część ich działania można wyjaśnić mechanizmami dobrze opisanymi przez psychologię społeczną. Możliwość dzielenia się doświadczeniami z osobami znajdującymi się w podobnej sytuacji zmniejsza poziom izolacji społecznej i poprawia samopoczucie psychiczne. 

Jednym z najważniejszych pojęć obecnych w narracji wspólnot kobiet jest siostrzeństwo. Socjologicznie termin ten oznacza solidarność kobiet opartą na wspólnych doświadczeniach społecznych. Współczesna kultura przez dziesięciolecia wzmacniała rywalizację między kobietami dotyczącą wyglądu, sukcesu zawodowego, relacji czy statusu społecznego. Kręgi mają tworzyć alternatywną przestrzeń, w której ważniejsze od oceniania jest słuchanie. Wiele uczestniczek rzeczywiście doświadcza poczucia ulgi wynikającego z czasowego zawieszenia codziennych ról społecznych. Nie trzeba być perfekcyjną matką, skuteczną menedżerką ani partnerką spełniającą oczekiwania otoczenia.

Badacze religii zwracają uwagę, że ta moda jest częścią szerszego procesu przemian duchowości w społeczeństwach zachodnich. Coraz więcej osób rezygnuje z uczestnictwa w tradycyjnych instytucjach religijnych, ale nie porzuca potrzeby doświadczeń duchowych. Zamiast tego tworzą własne praktyki łączące elementy psychologii, medytacji, ekologii, feminizmu i różnych tradycji religijnych. W tym kontekście kręgi kobiet można interpretować jako formę duchowości odpowiadającą na współczesne potrzeby. Nie wymagają one dogmatów ani formalnego członkostwa. Opierają się raczej na osobistym doświadczeniu niż na autorytecie instytucji.

KONTROWERSJE

W wielu grupach pojawiają się pojęcia takie jak „święta kobiecość”, „energia żeńska”, „kobieca natura” czy „boska bogini”. Dla części badaczek feministycznych jest to problematyczne. Ich zdaniem sugerowanie istnienia jednej uniwersalnej kobiecej natury pomija ogromną różnorodność doświadczeń kobiet. Kobiety różnią się wiekiem, klasą społeczną, orientacją seksualną, pochodzeniem etnicznym i światopoglądem. Próba sprowadzenia ich do wspólnej duchowej esencji może prowadzić do nowych form wykluczenia. Narracja o „naturalnej kobiecości” bywa paradoksalnie bardzo podobna do tradycyjnych stereotypów płciowych, z którymi ruch kobiecy walczył przez dekady.

Kolejne zastrzeżenie dotyczy granicy między rozwojem osobistym a nauką. W części środowisk związanych z kobiecymi wspólnotami pojawiają się narracje odwołujące się do „energii żeńskiej”, „uzdrawiania emocji”, „uwalniania traum” czy wpływu faz Księżyca na psychikę. Często towarzyszy im przekonanie, że określone rytuały – medytacje, praca z oddechem, ustawienia symboliczne czy ceremonie – mają bezpośredni, mierzalny wpływ na zdrowie psychiczne lub fizyczne. Problem nie leży jednak w samym użyciu symboliki czy praktyk opartych na doświadczeniu emocjonalnym. Psychologia i antropologia dobrze opisują rolę rytuału, narracji i wspólnoty w regulacji emocji oraz redukcji stresu. Trudność pojawia się wtedy, gdy tego typu praktyki zaczynają być przedstawiane jako równoważne lub alternatywne wobec metod opartych na dowodach naukowych. W przestrzeni publicznej i marketingowej niektórych warsztatów pojawiają się bowiem sformułowania sugerujące „terapeutyczną moc kręgu”, „uzdrawianie traumy bez udziału specjalisty” czy „regulację układu nerwowego poprzez energię grupy”. Z perspektywy psychologii klinicznej takie tezy nie mają potwierdzenia w badaniach naukowych i mogą wprowadzać uczestniczki w błąd co do charakteru i skuteczności tych praktyk.

Specjaliści podkreślają, że doświadczenie grupowe nie zastępuje psychoterapii prowadzonej przez certyfikowanego terapeutę, leczenia psychiatrycznego ani interwencji medycznych w przypadku zaburzeń psychicznych. W praktyce oznacza to konieczność jasnego rozróżnienia dwóch poziomów: doświadczenia wspólnotowego, które może być wspierające emocjonalnie, oraz interwencji terapeutycznej, która wymaga diagnozy, metodologii i odpowiedzialności medycznej. Granica między nimi bywa w obiegu popularnym zatarta, co rodzi ryzyko nadinterpretacji skutków udziału w takich spotkaniach.

W ostatnich latach wokół kręgów kobiet powstał rozbudowany rynek usług. Można znaleźć płatne warsztaty, szkolenia, certyfikacje, wyjazdy rozwojowe i kursy dla przyszłych prowadzących. Koszty uczestnictwa sięgają czasem kilku tysięcy euro. Krytycy twierdzą, że idea wspólnoty została częściowo wchłonięta przez przemysł wellness. Język autentyczności, uzdrawiania i kobiecej mocy bywa wykorzystywany jako narzędzie marketingowe. Niektórzy socjologowie wskazują wręcz, że mamy do czynienia z komercjalizacją potrzeby bliskości.


Niezależnie od ocen, jedno jest pewne: popularność kobiecych wspólnot nie pojawiła się przypadkiem. Rodzi się w świecie, w którym coraz więcej osób doświadcza samotności, przeciążenia i rozpadu dawnych więzi – tych codziennych, sąsiedzkich, rodzinnych, często niewypowiedzianych. Kręgi nie zastąpią terapii ani nie rozwiążą problemów systemowych. Nie zatrzymają też samotności jako zjawiska społecznego. Mogą jednak na chwilę przywrócić coś, co coraz trudniej dziś znaleźć – przestrzeń, w której człowiek nie musi niczego udowadniać, by zostać wysłuchanym.

I być może właśnie dlatego kobiety nadal siadają razem. Nie z mody czy z fascynacji duchowością, ale z tej samej potrzeby, która towarzyszyła ich prababkom, gdy gromadziły się przy wspólnej pracy i rozmowie. Bo od zawsze, niezależnie od epoki, człowiek najbardziej potrzebuje drugiego człowieka.


Sylwia Znyk