„To nasze dziecko”. „Jesteśmy psimi rodzicami”. „Nasz synek właśnie skończył trzy lata”. Takie zdania jeszcze dekadę temu mogły wywoływać ironiczny uśmiech. Dzisiaj nikogo już nie dziwią. W mediach społecznościowych roi się od zdjęć psów obchodzących urodziny, mających własne profile na Instagramie, śpiących w łóżkach właścicieli, jeżdżących na wakacje i noszących markowe ubranka. 

Do niedawna socjologowie opisywali rodzinę jako podstawową komórkę społeczną. Dziś coraz częściej mówią o zjawisku określanym mianem rodziny wielogatunkowej. Brzmi naukowo, ale w praktyce oznacza coś bardzo prostego – dla milionów ludzi pies nie jest już zwierzęciem, ale członkiem rodziny. Czy to jedynie niewinna moda? A może znak głębokiej przemiany społecznej? Dlaczego pokolenie trzydziesto- i czterdziestolatków coraz częściej inwestuje emocje, czas i pieniądze w psa, zamiast zdecydować się na rodzicielstwo? To jedno z najbardziej charakterystycznych zjawisk współczesnego społeczeństwa.

AWANS SPOŁECZNY

Pies pełnił od wieków przede wszystkim funkcję użytkową. Pilnował gospodarstwa, odstraszał złodziei, pomagał w polowaniach, wypasał stada i towarzyszył człowiekowi podczas ciężkiej pracy. Na wsi był niezastąpionym stróżem obejścia, w górach pomagał pasterzom, a podczas wojen służył jako posłaniec, tropiciel czy ratownik. Jego wartość mierzono przede wszystkim tym, jak dobrze wykonywał swoje zadania. Relacja człowieka z psem była bliska, ale oparta głównie na wzajemnych korzyściach. Człowiek zapewniał schronienie i pożywienie, pies odwdzięczał się pracą i lojalnością. Mieszkał zazwyczaj na podwórku lub w budzie, a wejście do domu było raczej wyjątkiem niż regułą. Rzadko nadawano mu ludzkie cechy i nie zastanawiano się nad jego dobrostanem psychicznym. Był cenionym pomocnikiem, lecz wciąż pozostawał zwierzęciem.

Dopiero postępująca urbanizacja, wzrost zamożności społeczeństw oraz zmiana stylu życia sprawiły, że pies zaczął stopniowo tracić swoje praktyczne funkcje. W miastach nie musiał już pilnować obejścia ani pomagać w pracy. Zyskał za to zupełnie nową rolę – towarzysza codzienności. Zamiast strzec domu, zaczął budować domową atmosferę. Zamiast pracować dla człowieka, zaczął przede wszystkim z nim być. Dziś coraz częściej śpi pod kołdrą, ma własną poduszkę, dietę ustalaną przez dietetyka zwierzęcego i kalendarz wizyt u groomera. Z psa użytkowego stał się psem rodzinnym, a w wielu domach wręcz pełnoprawnym członkiem rodziny. To jedna z największych zmian w relacji człowieka ze psem od czasu jego udomowienia.

Zmienił się jednak nie tylko sposób traktowania zwierząt, ale również język, którym o nich mówimy. A język nigdy nie jest przypadkowy. To jeden z najczulszych barometrów przemian społecznych. Lingwiści od lat podkreślają, że nowe słowa i nowe znaczenia pojawiają się wtedy, gdy zmienia się rzeczywistość. Najpierw rodzi się nowe zjawisko, a dopiero później społeczeństwo znajduje dla niego nazwę.

Jeszcze kilkanaście lat temu większość właścicieli mówiła po prostu: „mój pies”. Dziś coraz częściej słyszymy określenia „mój synek”, „córeczka”, „futrzaste dziecko”, „psiecko”, „psia mama”, „psi tata” czy zapożyczone z języka angielskiego „dog mom” i „pet parent”. Zmieniło się też słownictwo związane z opieką. Coraz rzadziej mówi się o właścicielu psa, a coraz częściej o opiekunie. Ta zmiana nie jest wyłącznie kwestią mody czy zabawy językowej. Pokazuje, że zmienia się sposób postrzegania relacji między człowiekiem a zwierzęciem. 

Socjologowie zwracają uwagę, że język nie tylko opisuje świat, ale także wpływa na sposób jego postrzegania. Jeśli pies staje się dzieckiem, a człowiek psim rodzicem, to relacja przestaje być oparta na własności i użytkowości. W jej miejsce pojawia się więź oparta na emocjach, trosce i poczuciu odpowiedzialności. Słowa pomagają oswoić tę zmianę i nadać jej społeczną akceptację. Podobne zjawiska można było obserwować również w przeszłości. Gdy zmieniała się rola kobiet, do języka weszły określenia podkreślające ich niezależność zawodową i społeczną. Gdy zaczęto inaczej mówić o osobach z niepełnosprawnościami, zmienił się także sposób ich postrzegania. Język nie jest więc jedynie odbiciem rzeczywistości – często staje się jednym z motorów zmian kulturowych.

Jeszcze niedawno influencerem był człowiek. Dzisiaj ogromne zasięgi osiągają także zwierzęta. Psy nie wywołują politycznych sporów, nie komentują wydarzeń społecznych i nie budzą tak silnych podziałów jak ludzie. Są symbolem lojalności, radości i bezwarunkowej miłości. Nic więc dziwnego, że firmy inwestują ogromne pieniądze w reklamę skierowaną właśnie do właścicieli zwierząt. Powstały luksusowe hotele dla psów, psie spa, cukiernie z tortami dla pupili, a nawet specjalne biura podróży organizujące wakacje dla całych rodzin wraz z czworonogami. 

Zmienił się również rynek produktów. Kilka lat temu wybór ograniczał się do smyczy i miski. Dziś właściciele mogą kupić inteligentne obroże GPS, maty edukacyjne, wózki dla psów seniorów, kamery monitorujące zwierzę podczas nieobecności opiekuna czy abonamenty medyczne przypominające prywatne ubezpieczenia zdrowotne dla ludzi. Coraz więcej firm pozwala przyprowadzać psy do biur, a deweloperzy projektują osiedla z wybiegami dla zwierząt. Zmieniają się więc nie tylko nasze domy, ale także całe miasta.

RODZINA PO NOWEMU

Dla wielu decyzja o założeniu rodziny wydaje się naturalnym etapem dorosłego życia. Dziś jednak coraz więcej osób świadomie odkłada rodzicielstwo lub całkowicie z niego rezygnuje. Według badań ponad 61 proc. Polaków ma zwierzę domowe, a populację psów szacuje się na około 6,5 mln. Łącznie w polskich domach żyje ponad 13,5 mln psów i kotów, co stawia Polskę w europejskiej czołówce krajów kochających zwierzęta. Jednocześnie Polska od kilku lat zmaga się z rekordowo niską liczbą urodzeń. Demografowie mówią wprost o kryzysie, a ekonomiści ostrzegają przed konsekwencjami starzejącego się społeczeństwa. Coraz częściej pojawia się pytanie: czy część emocji, które kiedyś kierowano ku dzieciom, dziś trafia do zwierząt? Byłoby dużym uproszczeniem stwierdzenie, że pies zastępuje dziecko. Jednak psychologowie zauważają, że dla części osób pełni podobne funkcje emocjonalne – daje poczucie bliskości, odpowiedzialności, codzienny rytm i bezwarunkową więź.

Nie wszyscy patrzą na zjawisko „psiecka” z entuzjazmem. Krytycy twierdzą, że antropomorfizacja zwierząt, czyli przypisywanie im ludzkich cech, często prowadzi do absurdów. Organizowanie psich wesel, kupowanie markowych ubrań czy traktowanie zwierzęcia dokładnie jak dziecka bywa postrzegane jako przejaw konsumpcjonizmu i potrzeby kreowania idealnego życia w mediach społecznościowych. Pojawiają się również głosy, że moda na „psiecko” jest jednym z objawów głębszych problemów współczesnego społeczeństwa: lęku przed trwałymi zobowiązaniami, odwlekania dorosłości oraz rosnącego indywidualizmu. Zwolennicy odpowiadają jednak krótko: pies nikomu nie odbiera prawa do posiadania dzieci. Dla jednych jest etapem życia przed rodzicielstwem, dla innych świadomym wyborem, a dla jeszcze innych po prostu najlepszym przyjacielem. Jedno jest pewne – pies już dawno przestał być wyłącznie stróżem domu. Stał się pełnoprawnym uczestnikiem życia rodzinnego, a czasem nawet jego centrum.

Czy pies zastępuje dziecko? To pytanie regularnie powraca w debacie publicznej. Część ekspertów uważa, że nie należy stawiać znaku równości między tymi relacjami. Miłość do psa i miłość do dziecka mają zupełnie inny charakter, wynikają z odmiennych potrzeb i niosą za sobą różne obowiązki. Jednocześnie nie można ignorować faktu, że dla części ludzi pies wypełnia przestrzeń emocjonalną, którą kiedyś częściej zajmowały dzieci lub większe rodziny. Dotyczy to szczególnie singli, par bezdzietnych oraz osób starszych. 

TAK CZY NIE?

Pies jest jednym z niewielu zwierząt, które przez tysiące lat ewolucji nauczyły się odczytywać ludzkie emocje. Potrafi rozpoznawać ton głosu, mimikę twarzy i gesty. Reaguje na smutek, stres i radość opiekuna. Nie ocenia, nie krytykuje i nie oczekuje sukcesów zawodowych ani społecznych. Dla wielu osób staje się bezpieczną przystanią w świecie pełnym presji. Badania pokazują, że kontakt z psem może obniżać poziom stresu, zmniejszać poczucie samotności i poprawiać samopoczucie. Nie bez powodu psy są wykorzystywane w dogoterapii, wspierają osoby starsze, dzieci z niepełnosprawnościami czy ludzi zmagających się z depresją i zaburzeniami lękowymi.

To właśnie dlatego więź z psem często bywa niezwykle silna. Dla opiekuna nie jest on zwierzęciem. Jest kimś, kto codziennie czeka pod drzwiami, cieszy się z powrotu do domu i pozostaje wierny niezależnie od okoliczności.


Jedno jest pewne: słowo „psiecko” nie zrobiło kariery dlatego, że internet lubi neologizmy. Stało się popularne, ponieważ idealnie opisało zmianę, która dokonała się w naszym społeczeństwie. Zmianę cichą, ale głęboką. Bo tak naprawdę wcale nie chodzi tu o psy – ale o nas i zjawiska takie jak samotność w świecie pełnym ludzi czy potrzeba bliskości w czasach, gdy coraz trudniej budować trwałe relacje. Stąd redefinicja rodziny, dorosłości i odpowiedzialności. Pies się nie zmienił. To człowiek zaczął patrzeć na niego zupełnie inaczej.

Sylwia Znyk