28 lutego br. rozpoczęła się zmasowana kampania powietrzna USA i Izraela (operacje „Epicka Furia” i „Ryczący Lew”) przeciwko Iranowi. Celem ataków było zniszczenie potencjału militarnego i nuklearnego Iranu oraz doprowadzenie do załamania systemu politycznego.
Mimo że Izrael i USA są stroną zdecydowanie dominującą militarnie, a Iran ponosi znaczne straty wojskowe i polityczne, to jak dotąd żadnego z zakładanych celów operacji nie osiągnięto. Iran, mimo utraty swojego przywódcy Alego Chameneiego, narzucił Stanom Zjednoczonym konflikt asymetryczny. Regularnie atakuje cele w państwach regionu, w tym infrastrukturę energetyczną, oraz blokuje cieśninę Ormuz, przez którą w normalnych warunkach transportowane jest ok. 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej.
W rezultacie ceny ropy naftowej na światowych rynkach gwałtownie wzrosły, a ropa Brent, międzynarodowy punkt odniesienia dla ropy naftowej, kosztuje ponad 100 dol. za baryłkę, co oznacza 40-proc. wzrost cen w porównaniu z danymi sprzed wojny. Każde zakłócenie w tym regionie natychmiast przekłada się na ceny surowców i stabilność rynków.
W reakcji na rosnące napięcia pięć państw NATO – Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy i Holandia – wraz z Japonią ogłosiło gotowość wsparcia działań mających zapewnić bezpieczeństwo żeglugi przez cieśninę Ormuz. W wydanym komunikacie podkreślono konieczność utrzymania swobody transportu morskiego oraz ochrony infrastruktury cywilnej.
W oświadczeniu zaznaczono, że kluczowe jest natychmiastowe wstrzymanie ataków na instalacje naftowe i gazowe, które są fundamentem globalnego bezpieczeństwa energetycznego. Państwa te nie zadeklarowały jednak bezpośredniego udziału w operacjach militarnych, co stało się jednym z głównych punktów krytyki ze strony Waszyngtonu.