Piątkowe myśli Szymona to kilka refleksji Szymona Hołowni wysyłanych drogą mailową w cyklu cotygodniowym, które mogą Państwo otrzymywać, wspierając regularnie Dom Dziecka w Kasisi poprzez nasz projekt Spiżarnia (zachęcamy do odwiedzenia strony www.fundacjakasisi.pl/pl/spizarnia). To myśli, które inspirują do tworzenia kolejnych porcji dobra. Zapraszamy do lektury i na spotkania z Szymonem Hołownią, które odbędą się w Brukseli w dniach 8–9 października, wstęp wolny!

Ewa Hajdukonis


OKRUSZYNA CHLEBA

 

Jakiś czas temu zawstydziła mnie lektura świetnej książki biskupa Grzegorza Rysia o świętym bracie Albercie Chmielowskim. W którymś miejscu pojawia się tam passus dotyczący uważności na drugiego człowieka i przypomnienie, jak ważną rzeczą jest choćby zareagowanie na podejmowane przez niego próby kontaktu. Ja sam mam z tym ogromny kłopot; wszyscy, którzy znają mnie bliżej, wiedzą, jak nieregularnie odpisuję na SMS-y, oddzwaniam, odpowiadam na maile. Marnym wytłumaczeniem jest to, że w nawale zajęć po prostu się z tym nie wyrabiam. Biskup Ryś pisze, że kardynał Karol Wojtyła, gdy był arcybiskupem krakowskim, codziennie odpowiadał osobiście na siedem listów. Gdy zaniechał tej praktyki przez jeden dzień, następnego dnia odpowiadał już na czternaście.

To wiem nie od dziś: człowiek zapatrzony w wielkie i dalekie horyzonty (każdy z nas ma jakieś) czasem przestaje doceniać wagę i rolę szczegółu.

UWAŻNOŚĆ

Budowania świata na detalu uczą mnie Siostry Służebniczki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej z polskiej Starej Wsi, prowadzące Dom Dziecka w Kasisi. Na zwrócenie uwagi na drobiazg: na to, czy ktoś się uśmiechnął, coś podniósł, pomógł, nie przeszkodził, choć mógł, przez chwilę zobaczył, że ty czegoś potrzebujesz, a nie, że ja czegoś nie mogę. Aby pamiętać, że każde spotkanie, każde rzucone w moją stronę „dzień dobry” jest najważniejsze na świecie, bo dzieje się tu i teraz, bo może być tym ostatnim. Że każdy uśmiech trzeba docenić, odwzajemnić, a później umieć opisać i głośno o nim opowiedzieć. Że nie wolno żadnemu okruchowi dobra upaść na ziemię. Że z nim de facto powinno się postępować w tym pokręconym świecie tak, jak nasi przodkowie robili z chlebem, podnosząc z szacunkiem każdą jego spadającą na ziemię drobinkę (o czym tak poruszająco pisał C.K. Norwid w wierszu „Moja piosnka”). Wiedzieli, że chleba może nie być, więc trzeba go szanować. Szanujmy dobro, które nas spotyka, bo każdy z nas doświadczył chyba, co dzieje się w życiu, gdy go jakoś wokół nas nie ma…

A lekarstwo jest chyba tylko jedno. Nieszczęście dzielić, szczęście mnożyć. Pokroić nieszczęście, jakiego pełno jest na tym świecie, na mniejsze porcje, i próbować sobie z nim poradzić na cztery, sześć, osiem, sto tysięcy rąk. Ja naprawdę głęboko wierzę, że lepszy świat zaczyna się od tego, że ktoś, przejeżdżając, nie wyrzuci peta albo puszki do lasu, albo że zareaguje, gdy zobaczy, że ktoś śpi na ulicy. Przecież gdybyśmy wszyscy utrzymywali lasy w czystości, a nie żyli w przekonaniu, że musi się zająć nimi jakaś „ludzkość”, nasze gminy oszczędziłyby furę kasy, za którą mogłyby urządzić park, jezioro albo po prostu nam ją rozdać. Przecież gdyby ludzie reagowali na ubogich sąsiadów czy leżących na ławce bezdomnych – nie trzeba byłoby wydawać olbrzymich środków na doraźną pomoc społeczną i one też wróciłyby do nas. Każdy uratowany przez nas człowiek w Afryce to jedna szansa więcej dla tego wspaniałego kontynentu, by stanął mocno na nogach i by kiedyś może zaczął wspierać nas, gdy my takiej pomocy zaczniemy potrzebować.

NASZE WYBORY

Togo i Benin. Te dwa kraje, położone między Ghaną a Nigerią, na brzegu Zatoki Gwinejskiej, podzielone zostały przez kolonizatorów narysowanymi od linijki granicami. Dziś łączy je język (francuski), straszna bieda, superprzyjazne nastawienie ludzi, morderczy klimat, ale przede wszystkim ocean i związana z nim historia. Benin od XVII do XIX wieku był sercem Wybrzeża Niewolniczego, rozciągającego się od Ghany do Nigerii. Wywieziono stąd do Nowego Świata (jak to określenie w tym kontekście kuriozalnie brzmi) kilkanaście milionów Afrykańczyków, kupionych za alkohol, tytoń, biżuterię itp. Do dziś w Ouidah, jednym z benińskich portów, można zwiedzać zabudowania, w których trzymano ich w zamknięciu tygodniami i miesiącami, by wypłakali wszystkie łzy, stracili siły i motywację do buntów i zaczęli zapominać o Afryce.

Jadąc wybrzeżem, patrząc na Atlantyk, na rozciągające się nad nim plaże, nie mogłem pozbyć się jednej myśli. Zawsze gdy jestem nad oceanem – zamykam oczy i wyobrażam sobie wszystkie zakątki ziemi, jakich jeszcze nie widziałem, ludzi, których jeszcze nie spotkałem, a którzy żyją sobie gdzieś tam, nie wiedząc o moim istnieniu. Ocean jest dla mnie drogą, czymś, co umożliwia podróż, spotkanie. Jak wszystkie rzeczy dane nam przez Stwórcę, z zasady jest dobry. Tyle że człowiek nauczył się każdą dobrą rzecz wykorzystywać również w złym celu. Niebieskoszary Atlantyk, zielone palmy i piasek na brzegu są dla mnie zaproszeniem: płyń, poznawaj, próbuj zrozumieć, odkrywaj, mądrzej „ogarniaj” świat. Dla setek tysięcy ludzi, zwożonych tu z całej zachodniej Afryki dwieście czy trzysta lat temu, ten sam widok był drzwiami do piekła. To, co dla mnie dziś jest początkiem, dla nich było końcem.

A to przecież to samo wybrzeże, ten sam ocean, może uchowało się nawet parę tych samych drzew. Aż ciarki mnie przeszły po plecach, gdy bodaj po raz trzeci w życiu tak dobitnie uświadomiłem sobie, że jedyne zło, jakie jest na tym świecie, siedzi w ludzkich sercach. Bo każdy z nas codziennie wybiera jaki znak – plus czy minus – postawi przy narzędziach do obrabiania świata. Można użyć słów, by kogoś pocieszyć, można go też nimi zniszczyć. Wziąć wodę i napoić albo torturować przez podtapianie. Kupić ziemię gdzieś w Amazonii i zrobić piękny park albo ogrodzić ją, wyciąć kawał lasu deszczowego, zasadzić banany, zniszczyć lokalne rolnictwo, wybić w pień zwierzęta – wszystko po to, by zarobić parę złotych na klientach europejskich sklepów. Nożem można pokroić chleb i zabić, młotkiem naprawić komuś posłanie albo ukrzyżować.

Trzeba robić rachunek sumienia w sytuacjach, które zwykle pomijamy jako oczywiste. Odkręcam kran – czy woda, która zeń leci, posłuży czemuś dobremu, a może się zmarnuje (a więc de facto komuś ją ukradnę)? Jadę drogą – czy to otworzy przed kimś jakieś drzwi (choćby najmniejsze), czy będzie dla niego końcem świata (choćby w codziennej, dzisiejszej skali)? Czy w relacjach z ludźmi jestem człowiekiem, który spala cały tlen z atmosfery, czy go innym dostarcza?

A gdyby tak więcej uwagi włożyć w każdą wykonywaną czynność, choćby ze trzy razy dziennie zadać sobie pytanie: Czy na pewno teraz, robiąc to, co właśnie robię, użyłem tego świata dobrze?

Znam ludzi, którzy planując zrobienie czegoś dobrego przed świętami, kombinują: a po co tej rodzinie nowy tapczan? Jasne, stary się jeszcze nie rozpadł, ale przecież da się na nim spać. Nie myśl o tym, czy oni dadzą radę na nim spać, pomyśl, czy ty dałbyś radę. Widzisz bezdomnego? Nie myśl, że pewnie sam jest sobie winien, a skoro tak wybrał, to pewnie wytrzyma. Zapytaj, czy ty byś wytrzymał, siedząc czy leżąc dziesiątą godzinę na kartonie. Nie udzielaj dobrych rad, nie próbuj rozwiązać problemu głodu na świecie. Gdyby każdy z nas zadbał o to, by człowiek stojący obok nas nie był głodny, na świecie nie byłoby głodnych i my sami też nie bylibyśmy głodni, bo ktoś zatroszczyłby się o nas.

Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że wobec siebie stosujemy zwykle dalece inne kategorie niż wobec naszych bliźnich. Gdy sami krążymy po sklepie, umiemy zwykle znakomicie przekonać siebie samych, że niezbędne jest nam coś, bez czego spokojnie moglibyśmy się obejść. Gdy przychodzi do zaspokojenia potrzeb kogoś innego, np. biednego – taryfa ulgowa znika i zaczyna się chłodna kalkulacja: a czy potrzebuje, a może zmarnuje, a może to niepedagogiczne, a może nieetyczne. Ewangelia daje w tej sprawie prostą wskazówkę: traktuj innych (w tym np. bezdomnych) dokładnie tak, jak chciałbyś, by potraktowano ciebie. Chcesz być obdarowany? Obdarowywuj! I niech ogranicza cię nie myśl o tym, co obdarowany zrobi z twoim darem, hamuj się dopiero wtedy, gdy zobaczysz, że jedzenia mogłoby nie wystarczyć dla wszystkich, którzy ustawili się w kolejce. Nie biegaj za tym, kogo obdarowałeś, nie sprawdzaj, nie weryfikuj. Dar to coś, o czym przestajesz myśleć w chwili, gdy wypuszczasz to z rąk. Cała reszta – to nie dar, to inwestycja.

Kiedy postanawiamy zrobić coś dobrego (zamiast zrobić coś złego albo nie zrobić nic) – niezależnie od tego, czy wierzymy, czy nie – robimy krok w tym samym kierunku i uczymy się mówić tym samym językiem.

 

Serdecznie Cię pozdrawiam

Szymon Hołownia

 

Zapraszamy na spotkania z Szymonem Hołownią, które odbędą się w Brukseli w dniach 8–9 października, wstęp wolny! Po spotkaniach będzie możliwość zakupu autorskich książek oraz otrzymania dedykacji. Po każdej mszy odbędzie się kwesta na rzecz podopiecznych Fundacji Kasisi oraz Fundacji Dobra Fabryka.

sobota, 8 października

10.15 – 11.00 – spotkanie otwarte w Polskim Centrum Kształcenia im. Jana Pawła II w Brukseli

budynek Collège Roi Baudouin, av. Felix Marchal 50, 1030 Bruxelles

12.00 – 14.00 – spotkanie autorskie w Domu Łódzkim

zapisy mailowo: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub telefonicznie: 0498 73 98 10

sq. Marie-Louise 2, 1000 Bruxelles

niedziela, 9 października

10.00 – 11.00 – msza w kościele OO. Dominikanów

av. de la Renaissance 40, 1000 Bruxelles

12.00 – 13.00 – msza w kościele św. Elżbiety

rue Portaels 24, 1030 Schaerbeek

13.00 – 14.30 – konferencja w kościele św. Elżbiety

rue Portaels 24, 1030 Schaerbeek

17.00 – 18.00 – msza w kościele św. Elżbiety

rue Portaels 24, 1030 Schaerbeek

19.00 – 20.00 – konferencja w Katolickim Centrum Europejskim (Foyer Catholique Europeen)

rue du Cornet 51, 1040 Etterbeek

20:00 - 21:00 – msza w Foyer Catholique Europeen

rue du Cornet 51, 1040 Etterbeek

 

 

Organizatorzy spotkań: Brukselski Klub Polek i Uniwersytet Trzech Pokoleń

 

Gazetka 155 – pazdziernik 2016